O tempora! O mores!

Przez Polskę przetaczają się skandale: afera KNF, nepotyzm, handel stanowiskami.

Sprawa Komisji Nadzoru Finansowego nie ogranicza się do korupcyjnych propozycji jej byłego już szefa Marka Chrzanowskiego, lecz wskazuje na możliwość istnienia szerszego, patologicznego układu. Na szczególną uwagę zasłużyła wypowiedź prezesa Narodowego Banku polskiego, Adama Glapińskiego, który dostrzegł w skompromitowanym funkcjonariuszu cechy niekwestionowanego profesjonalizmu i patriotycznego zaangażowania. Powyższa deklaracja została odczytana jako wyciągnięcie pomocnej dłoni do swojego człowieka, który znalazł się w tarapatach lub jako zachęta do powściągliwości w zeznaniach w zamian za życzliwą postawę kolegów.

Do takiej interpretacji ostatnich wydarzeń skłania niewytłumaczalna zwłoka Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeszukania w siedzibie KNF i w mieszkaniu Chrzanowskiego po wszczęciu śledztwa w sprawie korupcji w Komisji. Z opieszałością organów ścigania kontrastował natomiast pośpiech w parlamencie, aby, pod pretekstem dostosowania do prawa unijnego tak zmienić przepisy, żeby tylko usprawnić narzędzie do przejmowania niepokornych banków na podstawie arbitralnej oceny ich finansowej kondycji przez władze.

Kolejny patologiczny obszar obnażyła sprawa zatrudnienia syna koordynatora służb specjalnych, Mariusza Kamińskiego na intratnej posadzie w Banku Światowym,z polecenia szefa NBP. Nie chodzi tu o sam fakt uzyskania tej wysokopłatnej pracy, lecz sposób, w jaki to się stało. Normalną procedurą w takich przypadkach (nie tylko w Polsce ) jest wybór kandydata na takie stanowisko spośród najbardziej wykwalifikowanych pracowników Banku, tymczasem Kacper Jakub Kamiński, syn Mariusza takich kompetencji nie posiada ponieważ nie był pracownikiem NBP. Wystarczyło poparcie prezesa tej instytucji i status krewnego wpływowego polityka rządzącej partii. Opisany casus rzucił światło na problem nepotyzmu w praktyce obecnej władzy i szkód, jakie ponosi społeczeństwo wskutek unicestwienia służby cywilnej i zatrudniania na różnych stanowiskach krewnych i znajomych, bez oglądania się na ich kompetencje. Władza nie widzi w tym nic złego, twierdzi, że każdy działa niezależnie, na swój rachunek, bez wiedzy rodziny i wpływowych polityków, a w ogóle, jak powiedziała rzeczniczka rządu w odpowiedzi na pytanie o praktyki korupcyjne działaczy PiS, to nie ich wina, że mają takie zdolne i wykształcone dzieci.

Po wyborach samorządowych rządząca prawica zafundowała skonfundowanemu społeczeństwu żenujące widowisko: po kraju rozjechały się grupy prominentnych polityków z zadaniem pozyskania radnych dla utworzenia tam, gdzie tego brakowało, pisowskiej większości, zwłaszcza w sejmikach wojewódzkich. W grę poszły oferty różnych apanaży i wypróbowane w przeszłości metody przekupstwa. Na zewnątrz sprzedawano bajki o szukaniu porozumienia w sprawie rozwoju regionu podbudowane szantażem o dostępie do środków publicznych i rządowej pomocy.

Trzeba przyznać, że te zabiegi przyniosły określone rezultaty i umożliwiły przejęcie przez PiS sejmików w województwach dolnośląskim i śląskim. W pierwszym przypadku „perswazjom” pisowskich emisariuszy ulegli „niezależni” samorządowcy, w drugim – radny Koalicji Obywatelskiej, co jest szczególnie bulwersujące i dowodzi, że, niestety, również w kręgach opozycyjnych, są osoby podatne na polityczną korupcję. Taką drogą podążyła też, wprawdzie niezbyt liczna, a jednak, część środowiska sędziowskiego.

Cyniczne zachowania, nienawistny język i nagminne korupcyjne praktyki podważają deklarowany przez rządzący obóz zamiar zwalczania afer i oczyszczenia życia publicznego z patologii. W tym świetle, nagłaśniane przez oficjalną propagandę komisje śledcze w sprawie Amber Gold czy wyłudzeń VAT stają się tylko narzędziem walki politycznej z przeciwnikami obecnej władzy i nie służą jej do refleksji przydatnej dla ulepszenia mechanizmów rządzenia.

W atmosferze obniżonych standardów na szczytach władzy, bezpardonowej rywalizacji stronnictw politycznych , pozbawionej troski o wspólne dobro, musi postępować demoralizacja społeczeństwa, tym bardziej, że kluczowa instytucja, jaką w polskich warunkach jest Kościół, zajęty jest zwalczaniem własnych koszmarów i nie starcza mu siły (a często też woli), żeby zrecenzować naganne zjawiska w polskim życiu politycznym.

Gdzie zatem jest nadzieja na jakieś remedium na te niszczące społeczną tkankę zjawiska? Może odpowiedź dadzą ruchy obywatelskie, a może będzie to młode pokolenie gdy uzna, że od niego w końcu będzie zależeć, w jakim świecie przyjdzie mu żyć.

avatar


Eugeniusz Noworyta


Polski dyplomata i polityk


 Ambasador w Chile (1971–1973), Hiszpanii (1977–1981) i Argentynie (1996–2001). 
Stały przedstawiciel PRL przy ONZ (1985–1989). 
Wykładowca stosunków międzynarodowych na uczelniach w Warszawie i Łodzi.

Print Friendly, PDF & Email