Janusz Rowiński: Polska gospodarka żywnościowa a pandemia koronawirusa

Kraj

18.04.2020

I

Polskie rolnictwo jest dziedziną odporną na pandemię koronawirusa.

Jak wiadomo, najskuteczniejszym zabezpieczeniem przed zakażeniem jest izolacja. W gospodarstwie rodzinnym, korzystającym tylko sporadycznie z najemnej siły roboczej, możliwe jest niemal pełne odizolowanie pracującego lub ograniczenie kontaktów zawodowych do mieszkającej z nim rodziny.

Jednakże również w rolnictwie wielkotowarowym zarówno prace polowe, jak i obsługa zwierząt w zmechanizowanych oborach i chlewniach nie wymagają dużych zespołów; swoista „izolacja” jest zatem sytuacją normalną. Trudności natomiast mogą występować w wyspecjalizowanych gospodarstwach, prowadzących pracochłonne uprawy „pod szkłem”, ale i w tym przypadku możliwe jest przy właściwej organizacji pracy zachowanie minimum niezbędnej izolacji.

Podstawowym niebezpieczeństwem z punktu widzenia organizacji produkcji rolnej jest brak pracowników sezonowych w tych gałęziach produkcji roślinnej, w których występuje spiętrzenie robót w bardzo krótkim okresie (przede wszystkim zbiór owoców jagodowych i niektórych warzyw). Pandemia ograniczyła liczbę pracowników pochodzących z innych państw i jest oczywiste, że sytuacja nie zmieni się przed jej zakończeniem, nawet jeśli Polska wprowadzi przepisy ułatwiające ich przyjazd.

Znacznie mniej odporny na pandemię jest przemysł rolno-spożywczy, kluczowa część łańcucha handlowo – produkcyjnego, m.in. w tak ważnych dziedzinach, jak mleczarstwo i gospodarka mięsna. Zakład przemysłowy może być przejściowo zamknięty decyzją inspektora sanitarnego, np. gdy jeden z pracowników został zakażony koronawirusem, a inni zostali objęci kwarantanną. Wprawdzie po przeprowadzeniu dezynfekcji zakład może podjąć produkcję, ale groźba jej przerwania choćby na kilka dni jest poważnym zagrożeniem organizacyjnym i finansowym.

II

Pandemia nie doprowadziła dotychczas do trwałych zakłóceń na rynku artykułów rolno-spożywczych. Okresem, w którym takie zakłócenia mogły przede wszystkim wystąpić, były pierwsze dni stanu zagrożenia epidemicznego. Wprowadzone wówczas przepisy nie spowodowały jednak załamania rynku żywności, a po kilku dniach paniki ustał szturm na sklepy. Szybkie opanowanie sytuacji i niedopuszczenie do „pustych półek” świadczy o dobrej organizacji polskiego handlu żywnością, zarówno hurtowego, jak i detalicznego oraz przemysłu rolno-spożywczego. Na opanowanie paniki niemały wpływ miał również personel handlu detalicznego, narażony na zakażenie ze względu na nieuniknione kontakty z klientami. Najbardziej przestraszeni koronawirusem byli chyba sprzedawcy na lokalnych bazarach; w pierwszych dniach na niektórych z nich większość stoisk była zamknięta. Nie wiadomo jednak, czy społeczeństwo wytrzyma istniejące napięcie do końca okresu zagrożenia, który może trwać nawet kilka lat. Nie można również wykluczyć nawrotów epidemii. Pełne uspokojenie przyniesie dopiero szczepionka, ale nie wiadomo, kiedy będzie gotowa.

Obecnie większość ważnych kanałów zbytu funkcjonuje jak przed okresem pandemii. Skup zwierząt rzeźnych i mleka odbywa się normalnie (niskie ceny skupu mleka są przede wszystkim wynikiem wzrostu dostaw do mleczarni). Również rynki hurtowe – Bronisze, Franowo i inne, które są najważniejszymi pośrednikami między rolnikami a detalicznym handlem owocami i warzywami funkcjonują bez większych zakłóceń, choć w pierwszych dniach zagrożenia epidemicznego kolportowano, następnie dementowane, plotki o ich zamknięciu. Podstawowe branże przemysłu rolno-spożywczego, w tym mleczarski i mięsny, zapewniają regularne dostawy, choć niewątpliwie mają różne kłopoty organizacyjne. Najsłabszym ogniwem handlu okazały się nie tylko ze względów sanitarnych lokalne targowiska, stanowiące zarówno w dużych, jak i mniejszych miastach ważną część handlu. Jednakże na ogół dość sprawnie usunięto najważniejsze mankamenty i nie dopuszczono do ich zamknięcia.

W okresie pandemii nastąpiły pewne przesunięcia w handlu detalicznym. Niektóre z nich, m.in. widoczny w niektórych aglomeracjach wzrost popularności niewielkich sklepów kosztem sieci handlowych, są zapewne przejściowe (niektórzy klienci uważają zakupy w małych sklepikach za bezpieczniejsze). Natomiast trwałe miejsce mogą zająć coraz popularniejsze zakupy z dostawą do domu. Wydaje się, że już obecnie ich skala mogłaby być znacznie większa, ale ograniczają ją możliwości organizacyjne dostawców. Nie jest również wykluczone, że trwale zyskają na znaczeniu dostawy do domu gotowych dań. Niektóre restauracje prowadzą lub rozszerzają tę działalność, która jednak nie jest w stanie wyrównać strat, spowodowanych zamknięciem lokali. Jej powodzenie zależy m.in. od poziomu kosztów dostawy.

Okazuje się zatem, że przez pierwszy miesiąc pandemii konsumenci indywidualni nie odczuli żadnych poważniejszych zakłóceń funkcjonowania rynku żywnościowego. Paradoksalnie największymi utrudnieniami były i są nadal wprowadzone przez władze przepisy, w tym ograniczenie liczby klientów znajdujących się w sklepie, a zatem drobiazgi, którym nie warto poświęcać uwagi. Natomiast handel hurtowy artykułami rolno-spożywczymi utracił dwa ważne kanały zbytu. Zamknięcie z dnia na dzień hoteli, restauracji i kawiarni (t. zw. kanału HoReCa), a także szkół i przedszkoli stanowiło poważny cios nie tylko dla właścicieli i pracowników tych przedsiębiorstw, ale również dla przedsiębiorców specjalizujących się w zaopatrzeniu tych grup klientów.

Drugim kanałem zbytu, którego działanie zostało w okresie pandemii ograniczone, jest eksport rolno-spożywczy. Brak jeszcze danych statystycznych, umożliwiających pełną ocenę spadku wolumenu eksportu i jego wartości w marcu. Jednakże już obecnie rolnicy specjalizujący się w mięsnym chowie bydła skarżą się, że zmniejszenie eksportu żywego bydła i wołowiny do niektórych państw, przede wszystkim do Włoch i Francji, spowodowało spadek cen na rynku krajowym. Obniżenie popytu na wołowinę w tych dwóch państwach nie powinno dziwić. W warunkach pandemii niewielu myśli o dobrym befsztyku. Ponadto oceniając sytuację cenową w Polsce, należy stwierdzić, że około dziesięcioprocentowy spadek cen w okresie luty – marzec jest rzeczywiście poważny, ale mieści się w granicach normalnych wahań rynkowych. Spadek eksportu żywego bydła i wołowiny jest zresztą najprawdopodobniej nie tylko efektem mniejszych zamówień, ale również trudności transportowych: kontrole na granicach, znacznie wydłużają czas przewozu, a niektórzy kierowcy odmawiają wyjazdu do Włoch i Francji, albo domagają się kilkakrotnie wyższego wynagrodzenia. Jeśli nie zostaną zlikwidowane korki na granicach, to mogą być poważne trudności z eksportem żywności świeżej i szybko się psującej.

W okresie pandemii nie nastąpiło przyspieszenie wzrostu cen żywności. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wskaźnik wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych w okresie marzec 2020 – luty 2020 wyniósł 0,8%, czyli był cztery razy wyższy niż wskaźnik inflacji ogółem (0,2%). Jednakże znacznie szybszy wzrost cen żywności niż cen ogółem utrzymuje się co najmniej od roku. Wskaźnik inflacji ogółem w okresie marzec 2019 – 2020 wyniósł 4,6% a żywności i napojów bezalkoholowych 8,0%.

Wprawdzie gospodarka żywnościowa w pierwszym miesiącu pandemii nie poniosła większych strat, ale również nie uzyskała istotnych korzyści. Jedyna właściwie gałęzią rolnictwa, która boleśnie odczuła spadek popytu, jest kwiaciarstwo, dla którego okres wiosny jest w normalnych warunkach okresem intensywnej sprzedaży (tulipany). Tymczasem w roku bieżącym w tej pracochłonnej i wymagającej poważnego kapitału branży nastąpił spadek sprzedaży sięgający, według niektórych szacunków, w porównaniu z poprzednim rokiem aż 90%. Krytyczna sytuacja polskiego kwiaciarstwa nie odbiega zresztą od istniejącej w innych państwach europejskich.

III

Podstawową przyczyną, która spowodowała, że gospodarka żywnościowa nie poniosła dotychczas większych strat finansowych, była świadomość kierujących walką z pandemią, że również w takim okresie rynki artykułów rolno-spożywczych powinny funkcjonować bez zakłóceń. Dlatego, choć objęto je różnymi przeważnie drobnymi, niekiedy dokuczliwymi ograniczeniami, to handel detaliczny tymi artykułami, w przeciwieństwie do wielu innych branż pracował względnie normalnie.

Przejście możliwie „suchą stopą” przez początek pandemii nie oznacza jednak, że kolejne miesiące, a nawet najbliższe 2 – 3 lata będą dla polskiej gospodarki żywnościowej równie pomyślne. Obecnie sytuacja zmienia się niezwykle szybko i często opinie już po tygodniu mogą być nieaktualne. Może zatem również okazać się niesłuszny pogląd, że już wkrótce będzie można przystąpić do likwidacji ograniczeń. Zapowiedziana ich pierwsza faza jest przede wszystkim zniesieniem niektórych nonsensów. Daty kolejnych są nieznane, zwłaszcza że liczba zachorowań utrzymuje się na wysokim poziomie. Nie wiadomo zatem, jak długo „reset” będzie trwał i jakie będą jego rezultaty. Wprawdzie większość państw europejskich, w tym także Polska, wprowadza programy, które mają zapobiegać dalszemu rozpadowi gospodarki i utracie miejsc pracy, ale nie wiadomo, czy okażą się tak skuteczne, jak sądzą ich autorzy.

Obecnie na ogół ocenia się, że w drugim kwartale nastąpi w Polsce spadek PKB o około 10%, a „krzywa odbicia” gospodarki będzie trwała długo. Krzywa wchodzenia w kryzys i wychodzenia z niego nie będzie miała najprawdopodobniej kształtu litery V, lecz litery U. Jest zresztą oczywiste, że nawet najhojniejsza, dobrze zaadresowana pomoc państwa nie zniweluje skutków spadku aktywności gospodarczej na przychody ludności.

Znaczna część tracących pracę nie zostanie zresztą zapewne objęta programami pomocowymi, choćby ze względów formalnych. Nastąpi zatem wyraźne obniżenie siły nabywczej społeczeństwa, które utrzyma się co najmniej przez 2 – 3 lata. Będzie to miało bardzo silny wpływ na stan gospodarki żywnościowej. Wprawdzie wydatki na żywność będą z pewnością pozycją szczególnie chronioną, ale niewątpliwie nastąpią niekorzystne, przede wszystkim dla przemysłu i handlu rolno-spożywczego, ale również dla rolnictwa zmiany w strukturze popytu; zmniejszy się sprzedaż żywności droższej i a zwiększy tańszej — podstawowej.

W rezultacie zmniejszy się ogólna wartość sprzedaży we wszystkich kolejnych jej ogniwach, począwszy od rolnika, na handlu detalicznym kończąc. Najdotkliwiej zmiany te odczuje przemysł rolno-spożywczy, ale pośrednio również rolnictwo. W szczególnie trudnej sytuacji mogą znaleźć się gospodarstwa ekologiczne, gdyż przeciętny polski konsument zawsze zwracał uwagę na ceny i kupował tańsze produkty, a w warunkach kryzysu będzie jeszcze uważniejszy. Rynek żywności ekologicznej był zresztą w Polsce również w okresie dobrej koniunktury rynkiem niszowym, a ceny produktów ekologicznych były znacznie, często kilkakrotnie, wyższe niż żywności konwencjonalnej. Reklamowanie żywności ekologicznej jako zdrowej jest zresztą nadużyciem, bo żywność uzyskiwana tradycyjnymi metodami jest również żywnością bezpieczną.

Znacznie większym zagrożeniem dla polskiej gospodarki żywnościowej niż trudności lokowania niektórych artykułów rolno-spożywczych na rynku wewnętrznym będzie sytuacja w eksporcie. Kryzys objął całą Europę, a wspólny rynek rolny jest podstawowym rynkiem, na który Polska eksportuje artykuły rolno-spożywcze. Obecnie jakiekolwiek prognozy są niemożliwe, poza dość oczywistym stwierdzeniem, że polski eksport rolno-spożywczy będzie w najbliższych latach znacznie niższy niż dotychczas. Nie wiadomo jednak jaka będzie skala jego spadku, jakie produkty obejmie oraz kiedy (i czy) rozpocznie się faza wzrostu.

Produkty, których nie uda się ulokować za granicą, zostaną skierowane na rynek wewnętrzny, ale najprawdopodobniej, przynajmniej w niektórych przypadkach, podaż będzie znacznie wyższa niż możliwości lokowania na rynku krajowym. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na szczegółowe oceny sytuacji na rynku polskim, zwłaszcza że według wstępnych prognoz bieżący rok może być ze względu na przewidywaną suszę rokiem niskich zbiorów. Sytuacja może być „gałęziowo” zróżnicowana. Już obecnie podaż mleka jest nadmierna i rosną zapasy artykułów mleczarskich, które trudno ulokować na rynku krajowym i zagranicznych. Poza tym produkcja zwierzęca boryka się z groźnymi chorobami ograniczającymi produkcję i możliwości eksportu; afrykański pomór świń w ciągu sześciu lat bezskutecznego zwalczania dotarł już do Wielkopolski, a ptasią grypę stwierdzono od początku 2020 roku na kilkunastu fermach drobiu.

Reasumując: Dla polskiej gospodarki żywnościowej, w tym rolnictwa, okres wygasającej pandemii (a także następujący po niej okres dochodzenia do nowej równowagi makroekonomicznej) może być znacznie trudniejszy niż miesiące intensywnej walki z koronawirusem.

Janusz Rowiński

Dr Janusz Rowiński jest emerytowanym pracownikiem naukowym Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej-PIB.

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email
Bogdan Miś

Urodzony w 1936 roku dziennikarz popularnonaukowy. Z wykształcenia matematyk. Długoletni wykładowca szkół wyższych.