Zbigniew Szczypiński: Władza oparta na pieczątce

Kraj

26.01.2020

Mocna czy słaba?

Liczba komentarzy i objaśnień czym jest i co stanowi uchwała Sądu Najwyższego jest ogromna. Są wszędzie – każdy, kto chce dowiedzieć się więcej by lepiej zrozumieć, ma wiele możliwości (patrz choćby Przemysław L. Lis: Co uchwalił SN?).

Moja refleksja nie dotyczy materii prawnej – chciałbym coś nie o treści a o formie, o tym, co może myśleć sobie człowiek, który zajmował się pojęciem władzy – jednym z najbardziej ważkich pojęć w naukach społecznych, który uczył studentów różnych kierunków i uczelni tego, czym jest władza, jakie są jej źródła i rodzaje. Całej mozaiki poglądów i teorii, z jaką mamy do czynienia na gruncie filozofii, socjologii, prawa czy politologii.

Mam przed oczami obraz Sali Sądu Najwyższego z ławami zajętymi przez blisko 60 sędziów trzech Izb SN — i mam w pamięci słowa Prezes Sądu Najwyższego, ogłaszającej treść uchwały. I głosy sędziów sprawozdawców, referujących uzasadnienie do podjętej prawie jednomyślnie (przy 6 głosach odrębnych) uchwały Sądu Najwyższego.

Uchwały, która jest reakcją na wyrok TSUE nakazujący by to polskie sądy zajęły się tym, co robią ministerstwo sprawiedliwości i sejm, w którym większość ma Zjednoczona Prawica.

Albo mówiąc prościej, PiS i Jarosław Kaczyński.

Z jednej strony – 59 sędziów Sadu Najwyższego. Najlepsi prawnicy, wielu z tytułami profesorów. Najbardziej doświadczeni sędziowie, po prostu elita prawnicza kraju. A po drugiej stronie magister Ziobro wsparty magistrem Kaletą, swoim wiceministrem, i jeszcze dwoma równie wielkimi autorytetami, oświadcza do kamery, że „tak zwana” uchwała Sądu Najwyższego nie ma mocy prawnej…

Można przywołać podane przez Maksa Webera źródła władzy: przemoc, tradycja, charyzma — i zastanowić się, jak tłumaczą owe zachowania „pana Zbyszka”, jak o ministrze sprawiedliwości zwykł mawiać prof. Rzepliński, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wychodzi na to, że tylko przemoc może być źródłem władzy Ziobry – ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Zjednoczonej Prawicy premiera Mateusza Morawieckiego, sprawującego swój urząd z woli i przyzwolenia prezesa Prawa i Sprawiedliwości posła Jarosława Kaczyńskiego.

Przemoc ma kształt pieczątki – to jest narzędzie przemocy.

Wymieniłem nazwiska, aby było jasne kto jest odpowiedzialny za niszczenie fundamentów praworządności w Polsce. Za klęskę, jaka będzie udziałem nie tylko autorów tak zwanej reformy, ale nas wszystkich. Zarówno tych, którzy są wyborcami PiS–u, jak i tych, którzy wprost przeciwnie.

Klęska nas wszystkich wiąże się z rosnącą demoralizacją społeczeństwa i wzrostem tolerancji dla nieprzestrzegania prawa. W społeczeństwie polskim, w którym szacunek dla prawa nigdy — z powodu znanych uwarunkowań historycznych — nie był wysoki, to, z czym mamy do czynienia obecnie: niewykonywanie prawomocnych wyroków sądowych, odmowa przez urzędnika państwowego stawiania się na wezwanie sądu, jawne łamanie Konstytucji RP przez prezydenta, premiera i ministrów, czy też to, od czego zaczęliśmy – demonstracyjne negowanie uchwały Sądu Najwyższego przez państwowego urzędnika w randze ministra — to wszystko musi przynieść klęskę dla polskiego państwa.

I to niedługo.

Demoralizacja to proces szybki i łatwy, wychowanie do szacunku dla prawa i konieczności jego przestrzegania to proces długi i trudny. Tego nie da się zrobić tak, jak widzimy obecnie w trakcie tzw. reformy.

Przypomnijmy – zaczęło się od akcji billboardowej skierowanej przeciwko sędziom, ukazujących jednostkowe przypadki złych, czasem przestępczych zachowań i czynów zdarzających się w każdym środowisku jako typowe dla „kasty” sędziów, Sędziów, co to są rzekomo ponad prawem, poza jakąkolwiek kontrolą. Zaczęło się i trwa – TVP emituje kolejne odcinki „Kasty” – można zobaczyć jak zbudowany jest ten przekaz.

Magister Ziobro ma być może kompleks wynikający z braku autorytetu, także formalnego. Jego do niedawna wiceminister, młody twórca słynnej ustawy o IPN, Patryk Jaki, obecnie wybitny europarlamentarzysta, obronił doktorat. Prezes wszystkich prezesów Jarosław Kaczyński od dawna jest doktorem prawa. Jego promotorem był wybitny na swoje czasy prof. Ehrlich, ale to obecnie złe nazwisko, przynajmniej według Mateusza Morawieckiego: przecież Ehrlich to klasyczna „stara kadra, która kształtowała”… No ale to problem panów Morawieckiego i Kaczyńskiego, więc ten temat zostawmy.

Żyjemy w świecie absurdu, nie ma już żadnych granic, których ta władza nie przekroczy.

Skala determinacji rządzących, aby władzy raz zdobytej nie oddać nigdy, rośnie z każdym deliktem konstytucyjnym, z każdym przypadkiem łamania prawa. To są zachowania desperatów. A najgorsze jeszcze przed nami.

Jedyne co można zrobić, stając naprzeciw desperatów, to determinacja w oporze. To masowy, ale naprawdę masowy sprzeciw wszystkich, którzy mają wiedzę i wyobraźnie.

Gdy piszę masowy, mam w pamięci ostatni protest w obronie sądów, jaki odbył się 23 stycznia. W Gdańsku były dwie manifestacje, obie na wezwanie KOD–u. W jednej, pod biurami posłów PiS, uczestniczyło około 100 osób. W drugiej, na schodach przed budynkiem sądów, brałem udział początkowo sam, Po paru minutach dołączyła jeszcze jedna miła pani z chorągiewką o barwach narodowych.

Protestowaliśmy zatem w tłumie dwuosobowym – to musiało robić wrażenie.

Wiem, że było to skutkiem niepoinformowania mnie o zmianie miejsca demonstracji – nie dostałem maila o tej zmianie. Bałagan, niedopatrzenie, zaniedbanie?

Piszę o tym nieporozumieniu nie po to, by się poskarżyć – dobrze mi się protestowało w słusznej sprawie także wtedy, gdy stałem sam – chodzi mi raczej o to, że nawet gdy doliczę tę setkę stojących w innym miejscu, ale w moim mieście, w Gdańsku, to nadal jest nic, to klęska.

Coś musi się stać, coś musi się zacząć – tak dalej się nie da!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email
Bogdan Miś

Urodzony w 1936 roku dziennikarz popularnonaukowy. Z wykształcenia matematyk. Długoletni wykładowca szkół wyższych.