O ojczyźnie w dwóch aktach

20.12.2019

W głowie się nie mieści — powtarzam sobie, patrząc na to, co dzieje się w Polsce. Polak Polakowi wilkiem — jak pisał Edward Stachura. Karmią się nienawiścią rodacy siedzący na wszystkich szczeblach — różnej proweniencji. I ci siedzący wyżej czy też niżej — ot, zwykli, przeciętni rodacy. A góra — siedlisko jadu. Spirala nienawiści rośnie z dnia na dzień. Kłamią, plują jeden na drugiego.

No i co z tego, że krew mnie zalewa i nie tylko mnie. Polacy jak to Polacy. Ongi walczyli dzielnie na polach bitew. Dziś pozjadają się wzajemnie. Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że pozjadamy się ku uciesze odwiecznych wrogów i niedawnych przyjaciół. Już dziś odstajemy na tyle, że nawet święty Boże nie pomoże.

Politycy od siedmiu boleści to nie tylko ci, którzy odsyłają Polskę w otchłań Średniowiecza a usta mają pełne wzniosłych haseł o miłości do Ojczyzny i Kościoła, lecz również ci, którzy zostali wybrani do parlamentu, aby chronić Ojczyznę od głupoty, w praktyce zaś mają sprawy kraju w tyłku, mówiąc delikatnie. Ci ostatni, a była ich solidna gromadka, nie przybyli do parlamentu, bo albo zaspali, albo mieli kaca, albo po prostu są do „de”.

I tak rządząca większość wygrała co wygrać chciała a ci z opozycji demokratycznej dłużej sobie pospali albo poszli świtem dla dodania animuszu na drinka i wesoło im. Oto Polska właśnie.

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email