Zbigniew Szczypiński: Skumbrie w tomacie

… skumbrie w tomacie – chcieliście Polski, no to ją macie!

19.11.2019

Kilka dni temu na antenie TVN24 ukazał się kolejny reportaż Bertolda Kittela i Anny Sobolewskiej Naziol, kibol, bandyta.

Piszę kolejny, bo dla mnie pierwszym był ten o nadal urzędującym prezesie Naczelnej Izbie Kontroli Marianie Banasiu i jego niejasnych powiązaniach ze światem przestępczym. Wrzawa po tamtym reportażu była i jest znaczna, trwają postępowania wyjaśniające, składane są pozwy tych, którzy poczuli się dotknięci treścią zawartych w reportażu informacji, ale Marian Banaś jest nadal urzędującym prezesem NIK i nikt nie może, jak dotąd, zmusić go do złożenia rezygnacji.

Reportaż o „pokojach na godziny” wynajmowanych w krakowskiej kamienicy będącej własnością Mariana Banasia, ministra w rządzie Mateusza Morawieckiego a obecnie prezesa Najwyższej Izby Kontroli wywołał poruszenie w Rządzie RP, w opinii publicznej, wszędzie.

Reportaż o Olgierdzie L. jako szefie gangu z Trójmiasta, jak dotąd, zaowocował oświadczeniami byłej premier Beaty Szydło pokazanej w reportażu w niezręcznej dla niej sytuacji, gdy wita się członkami grupy Bad Company, występującej w roli grzecznych chłopców niosących pomoc w usuwaniu skutków kataklizmu w Rytlu na Pomorzu, który w postaci tornada zniszczył ogromne połacie lasu wokół tej miejscowości. Reportaż poświęcony był bandytom, a nie premier Szydło; z jego treści jasno wynikało, że premier Szydło znalazła się w sytuacji, w jakiej się znalazła na skutek błędów i zaniedbań jej służb i w żadnej mierze nie dawał podstaw do posądzenia byłej pani premier o żaden flirt ze światem przestępczym.

Spór o to, czy podległe premier Szydło służby dobrze, czy źle wypełniały swoje obowiązki trwa, na spór wokół głównej tezy reportażu, o związkach kiboli i nazioli ze światem przestępczym na razie nie starcza miejsca a może i chęci.

A szkoda, bo to jest naprawdę poważna sprawa. Skoro tak, to porozmawiajmy poważnie.

Wiele lat temu w Gdańsku jako osoba publiczna (byłem posłem na Sejm II kadencji), z trybuny sejmowej powiedziałem, w trakcie jakiejś debaty dotyczącej sportu, że klub kibica Lechii (Lechii Gdańsk) należy uznać za organizację przestępczą, ponieważ system rekrutacji na członka tego klubu polegał między innymi na tym, że zmuszał młodocianych kandydatów do popełnienia przestępstwa: kradzieży samochodowego radia i przekazaniu go kierownictwu klubu. Dla młodszych czytelników wyjaśnienie – to były lata 90., samochodowe radia nie były montowane na stałe. Można je było wyjąć i zabrać po zakończeniu jazdy, tak dla zabezpieczenia przed kradzieżą właśnie. Młodociani kradli radia i był to swoisty akt pasowania na członka klubu kibica Lechii Gdańsk. Podobnie było też w innych klubach piłkarskich w Polsce.

Mając takie informacje jako poseł ziemi gdańskiej powiedziałem, co powiedziałem. Pamiętam, jak potem do moich biur poselskich (a miałem ich kilka), przez kilka tygodni przychodzili panowie z wyraźnymi zamiarami wytłumaczenia mi, że tak nie powinienem mówić i że oni mi to jednoznacznie wyjaśnią. Najlepiej ręcznie.

Wspominam tamte lata z rozrzewnieniem. To była czysta sielanka w stosunku do tego, co jest dzisiaj.

Kluby sportowe, a zwłaszcza piłkarskie, przekształciły się w spółki prawa handlowego. Są to firmy operujące dużymi pieniędzmi, często niejasnego pochodzenia, zarządzane przez dziwnych ludzi, a nawet, jak miało to miejsce w przypadku znanego klubu piłkarskiego z Krakowa, przez mafię kibiców działających pod rękę z kierownictwem klubu. To, co dzieje się na stadionach, swoista podkultura kibiców, wojny i „ustawki”, jakie rozgrywane są na ulicach i w plenerze, ilość sił policyjnych angażowanych dla zabezpieczenia porządku w trakcie meczów „podwyższonego ryzyka” przekracza zdolność percepcji zwykłego człowieka.

Może czas postawić proste pytanie – dlaczego jest tak jak jest? Gdzie jest państwo i jego służby? I na koniec zawsze prawdziwe – komu to służy i kto na tym korzysta?

Sport to wielkie emocje. Kibicowanie swojej drużynie to najprostsza forma budzenia patriotyzmu lokalnego, uczestnictwo we wspólnocie kibiców jednej drużyny to zaspakajanie potrzeby przynależności – jednej z podstawowych potrzeb człowieka.

To wszystko prawda. To, z czym mamy do czynienia przekroczyło już jednak wszelkie granice – dalsze utrzymywanie tego stanu rzeczy to prosta droga do rozrostu mafijnych struktur, budowy takich środowisk jak te, które zarejestrowane zostały w reportażu Bertolda Kittela i Anny Sobolewskiej.

„Kibolstwo” to wstęp do zorganizowanej przestępczości. Przestępczość podlana sosem pseudo patriotyzmu to baza dla hodowli faszystowskich i rasistowskich ideologii. Takie mechanizmy zarejestrowały liczne reportaże, Takie obrazki widzimy w trakcie Marszu Niepodległości czy w pielgrzymkach na Jasną Górę, gdzie ewidentni rasiści i faszyści otrzymują wsparcie od ludzi dominującego w Polsce Kościoła. Jeżeli to wszystko zobaczymy na tle retoryki polityków rządzącej partii, to przyszłość rysuje się straszna albo jeszcze gorsza.

Po reportażu autor w programie telewizyjnym zapytał słusznie, jak to jest, że główny „bohater”, bezpośrednio po wyjściu z więzienia, po kilkuletnim wyroku, prowadzi takie życie, jakie prowadzi: samochody z najwyższej półki, wytworne lokale, mieszkanie w luksusowej wili — i to wszystko jako człowiek nigdzie nie pracujący, jako ktoś, kto wyrejestrował również swoją firmę recyklingową. I nikogo to nie interesuje, nikt nie pyta o źródło dochodów, gwarantujących taki tryb życia.

Jak można nazwać państwo, w którym dzieją się takie rzeczy? Czy to jest już państwo mafijne, czy tylko opanowane przez mafię?

Proponuję poszukać odpowiedzi na to pytanie zamiast bez przerwy debatować na tym kto ma wystartować jako kandydat koalicji w wyborach prezydenckich przeciw Andrzejowi Dudzie, lub formować możliwe sojusze w ramach obozu opozycji, lub wieszczyć koniec rządów Zjednoczonej Prawicy w Polsce.

Mijają lata, a świat kibiców piłkarskich ma się dobrze. Kibicami są bardzo różni ludzie. Pamiętam też, że Donald Tusk mówił o sobie jako o kibicu właśnie Lechii Gdańsk…

Kto tam jest jeszcze kibicem i jakiego klubu wyliczać by długo.

Kibicem tak, ale nie kibolem. To cieniutka granica, punkt przejścia często trudny do zauważenia, to raczej proces niż granica.

Reportaż „Naziol, kibol, bandyta” porusza ważny temat. Ważny teraz, ale i potem. Pytanie tylko: po czym?

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email