Z modlitwą na marsz. WP jechała autokarem z narodowcami

Modlitwa za bezpieczną drogę i można ruszać. – Działamy, choć próbowano nas stłamsić — przemawia jeden z narodowców. Reszta słucha, choć niektórzy są tu z przypadku. Bo tanio i w dwie strony. Tak na marsz jechała Młodzież Wszechpolska – Wirtualna Polska była w autokarze.

Podjeżdża pierwszy autokar. Po nim drugi, trzeci i czwarty. Z Krakowa jedzie na Marsz Niepodległości ponad setka osób. Ale autokary narodowców ruszają z całej Polski.

Wokół pomnika stoją i młodsi, i starsi. Przyszła trójka pań w podeszłym wieku. Obok nich czekają nastolatki. Ale gdzieniegdzie przemykają czapki z falangą. Zakapturzone postaci w bluzach z białym orłem. Inni z ogolonymi głowami. Wszyscy wchodzą po kolei do autokarów. Na przedzie jeden z narodowców odczytuje listę obecności. Imię po imieniu. Do nieobecnych dzwoni. Trzeba mieć pewność, że pojadą wszyscy.

 Działamy nieprzerwanie, choć próbowano nas wielokrotnie stłamsić – mówi jeden z narodowców. Członek Młodzieży Wszechpolskiej. – Naszym zadaniem jest rozwój młodych ludzi. Tak, by byli świadomymi obywatelami. Mieli narodowe poglądy.

– Ważnym elementem jest nasza wiara, która nigdy się nie zmieniła – przypomina dalej. – W przeciwieństwie do niektórych krajów Europy, które zmieniały swoje wyznania. A nawet je porzucały.

– Młodzież Wszechpolska ma przede wszystkim kształtować młodego człowieka – kwituje.

Plan wyjazdu jest prosty: najpierw msza. Za ojczyznę. Potem wizyta na patriotycznych stoiskach. Tam będzie można kupić narodowe przypinki, książki, koszulki. A następnie część główna. Marsz. Po wszystkim koncert i powrót nocą.

Na pokładzie każdy otrzymuje informacyjny pakiet. Jest w nim ulotka, parę naklejek i patriotyczna linijka. Nad skalą z centymetrami umieszczono hasło: „Bóg, honor, ojczyzna”. W innym wariancie jest po prostu “Polska”.

Żeby dołączyć trzeba być młodym, aktywnym i chcieć zrobić wszystko, aby zmienić Polskę na lepsze. Narodowcy gwarantują, że będzie to przygoda życia. I przy okazji rozwiniesz swoje talenty. Od publicystyki po… sport.

Większość tych, którzy siedzą w autokarze, nie ma ani ogolonych na łyso głów, ani falang na czapkach. Jest pan w kraciastej koszuli, paru nastolatków, trochę par i kilku bardziej postawnych pasażerów w patriotycznych bluzach.

– To słowo wstępne przemawia do mnie – oznajmia jeden z panów w średnim wieku. – To są te wartości, które ja swoim dzieciom wpajam. Bóg, honor i ojczyzna. To jest mi bardzo bliskie.

WP dociera do jednej z par. Młody chłopak dzierży w ręku biało-czerwoną flagę.

– Zastanawiałem się, gdzie można najlepiej świętować. Myślałem nad Jasną Górą – opowiada. – Ale stwierdziłem, że ta inicjatywa jest największa i najlepsza, bo oddolna.
– Jak maszerujecie z politykami to jest nadal oddolna? – pytam.
– Myślę, że mimo wszystko ta oddolność jest w ludziach. Tego się nie da stłamsić.

Dalej spotykamy nastolatków. Grupkę znajomych, która robi sobie pamiątkowe zdjęcia.

– Jesteśmy patriotami i kochamy swój kraj – oznajmia dziewczyna. – Na stulecie trzeba przyjechać – wtóruje jej koleżanka.
– Cześć i chwała bohaterom. Oddali życie za ojczyznę. To jest godne podziwu – wykrzykuje idący z nimi chłopak. – Powinno przyjść pół Polski. Tylko wtedy byśmy się nie zmieścili.
– Ale chcieli zakazać – zauważam.
– To jest propaganda – tłumaczy chłopak. – To jest lewica – dorzuca koleżanka. – Powinni się powstrzymać. Zwłaszcza, że od dwóch lat na marszu nie było zamieszek – oburza się chłopak. – A jak teraz będą, to na pewno nie spowodowane przez prawdziwych Polaków – kwituje dziewczyna.
– To przez kogo?
– Prowokatorów.

Za nimi kolejni. Tym razem w średnim wieku. Stoją z flagami, opatuleni narodowymi szalikami.

– Dlaczego jedziecie?
– Tu bije serce narodu, a zakazy są żenujące.
– Poza tym my jesteśmy takim narodem, że jak coś się zakazuje, to tym bardziej na przekór robimy.
– Zakazy nigdy w naszej historii nie zdawały egzaminu.

Print Friendly, PDF & Email