Dariusz Wiśniewski: Dyktatura powie, kto będzie dziennikarzem

20.09.2019

Kiedyś podobną moc miał poeta. Nieraz jedno jego słowo otwierało ludziom oczy, rozpalało serca i czoła. Dzisiaj to samo robią wolne media. Są okrzykiem i jednocześnie pragnieniem wolności.

PiS zamierza ten okrzyk zdławić metodą przymusu administracyjnego.

Polacy muszą przecież pamiętać.

Żadna dyktatura nie toleruje wolnych mediów. Jedno wyklucza drugie. Dyktatura obsesyjnie niszczy każdą niezależną myśl i aktywność obywatelską, które dla autokraty są koszmarnym snem i zapowiedzią przyszłej rebelii. W świecie demokratycznym wolne media są symbolem obywatelskiej niezależności, ale również potencjalnym początkiem zbiorowego sprzeciwu przeciwko obłędowi władzy.

Pisowski rząd nie chce, aby profesor Matczak wyjaśniał, czym jest Konstytucja i ile razy została złamana przez „dobrą zmianę”; nie chce, aby „Wyborcza” publikowała analizy znanych karnistów, wskazujące, że PiS zniszczył praworządność i państwo prawa; nie chce, aby „Newsweek” prowadził dochodzenia w sprawie „Srebrnej” i wskazywał przykłady skrajnego nepotyzmu i korupcji wśród rządzących. Polski rząd też bardzo nie chce, aby wolne media tworzyły coś na kształt uniwersytetu wiedzy o demokracji. A to już się stało.

Kaczyński zapowiedział więc regulację wolnych mediów. Oficjalnie chodzi o zwiększenie polskiego udziału kapitałowego w tych mediach, ale przy okazji – i to jest najważniejsze dla reżymu – prezes chce ugotować kilku dziennikarzy, utrącić niektóre tytuły i rozgłośnie radiowe. Poprzez obniżenie zasięgu działania, a nawet całkowitą eliminację z medialnego rynku. Upraszczając: zapowiadana regulacja, to po prostu ograniczenie wolności słowa, czyli krytyki. Sędziowie mają już izbę dyscyplinarną, kontrolowaną przez PiS. Teraz czas na dziennikarzy i artystów.

Plan jest prosty. Historia zna wiele dyktatur, które próbowały go wprowadzić. Kto może być publicystą, a kto nie, zadecyduje polityczna władza. Albo kto już nie będzie publicystą, chociaż był nim jeszcze wczoraj. Jak w carskiej Rosji. Dyktatura nada sobie sama przywilej kwalifikowania. Czy petenci spełniają kryteria? Komisarze się zastanowią i może dadzą zezwolenie. Przed specjalnymi izbami staną dziennikarze i artyści. I będą przekonywać politruków, że mogą dalej występować na scenach, albo pisać w gazetach. Nadkomisarz od spraw teatru i filmu, Zelnik, będzie kwalifikował Jandę, a nadkomisarz Pereira przesłucha Michnika. Bracia Karnowscy wezmą Lisa w dwa ognie.

Za komuny „niesforni” pisarze, artyści, dziennikarze, nie mieli dostępu do mediów. Gdyż media należały do partii. Innych nie było. Dzisiaj jest już tak na Węgrzech. Nie ma tam niezależnych mediów, a wyizolowanej opozycji pozostało kilka internetowych portali.

Do tego dąży PiS.

Do marginalizacji opozycji, do odebrania jej forum wymiany myśli, wolności ekspresji i możliwości szerzenia obywatelskiej edukacji.

Dyktatura nie potrzebuje społeczeństwa wolnych, świadomych obywateli.

Wystarczą jej wszyscy inni.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email