Przemysław L. Lis: Prosto, lecz nie banalnie o prawie

Rozmaitości

24.08.2019

Obraz zawierający wewnątrz, siedzi, osoba, laptop Opis wygenerowany automatycznie
Na zdjęciu autor

W czasach, gdy na uczelniach pisze się przede wszystkim prace ściśle naukowe oraz prace dyplomowe czy rozprawy doktorskie, odpowiadające określonym wymogom merytorycznym i formalnym (czytają je tylko specjaliści z danego obszaru wiedzy) – postanowiłem napisać słów kilka na temat kwestii czy o prawie da się w ogóle mówić językiem prostym i dla każdego zrozumiałym?

Materia prawna dysponuje przecież całą aparaturą definicji, zwrotów, pojęć o charakterze tak specjalistycznym, że stworzenie za pomocą tych pojęć tekstu popularnonaukowego jest niemalże niemożliwe — w tym sensie, że stanie się on kompletnie niejasny dla przeciętnego odbiorcy.

Dla czytelnika, który od strony zawodowej nie ma do czynienia z zagadnieniami prawnymi nie ma najmniejszego sensu tworzenie tekstów popisowych, ustrojonych w kwiaty wyrażeń „branżowych”. Tak rozumując trzeba przyznać, że także język, za pomocą którego sąd czy prokuratura komunikuje się ze stroną postępowania, powinien być i musi być dla tej strony zrozumiały, musi to być język potoczny, aczkolwiek w żadnym razie nie banalny czy – o zgrozo – prostacki.

Czytając uzasadnienia pisemne wyroków karnych często mam wrażenie, że sędzia stworzył je wyłącznie po to, aby uzyskać pole do objawienia swej erudycji, by się najzwyczajniej popisać, gdy tymczasem pierwszą zasadą, która powinna mu przyświecać przy redakcji pisma procesowego czy pisemnego uzasadnienia orzeczenia – jest to, by strona ten tekst zrozumiała. Cóż z tego, że instancja odwoławcza napisze do 80-letniej staruszki, która ukończyła dwie klasy szkoły powszechnej: „Sąd meriti dokonując subsumpcji inkryminowanego zachowania do normy prawnej, stypizowanej w dziale XXV k.k., stosując przy tym expressis verbis regułę a fortiori, in conrecto: a maiori ad minus …” itd.

Kto to pojmie?

Słusznie więc starożytni prawnicy rzymscy pisali: „Legem brevem esse oportet, quo facilius ab imperitis teneatur” (Prawo winno być zwięzłe, żeby tym łatwiej ją rozumieli laicy). Prawo powinno być także zrozumiałe, normy prawa wyrażone za pomocą słów powszechnie funkcjonujących. Język specjalistyczny zostawmy prawnikom, orzecznictwu i doktrynie. 

Mówią niektórzy – i chyba słusznie – że prawnika wywodzącego się ze Szkoły Krakowskiej (UJ) każdy z łatwością w Polsce rozpozna. Rozpozna po tym, że jest to aż po dziś dzień szkoła prawnicza (w sensie systemu) cechująca się głębokim humanitaryzmem.

Tu ogromne zasługi przypisać należy prof. Andrzejowi Zollowi, którego być studentem miałem zaszczyt. Humanitaryzm, humanizm – a więc człowiek na pierwszym miejscu. Prawo jest dla człowieka, wyrok także, nawet wyrok skazujący. Niektórzy tak łatwo zapominają, że za ogromem przepisów zawsze stoi jednostka z całym swoim indywidualnym bagażem życiowym. Sędzia czy prawnik, który widzi tylko kodeks, jest prawnikiem w jakimś sensie nieludzkim. 

Ja również w moich artykułach, które Państwu przedkładam co jakiś czas, staram się używać języka prostego, tak jednak, aby prawa i mowy o prawie nie banalizować. Sądzę, że przy odrobinie dobrej woli omówienie każdego zagadnienia prawnego w sposób przystępny, a zarazem rzeczowy i na poziomie, jest w pełni możliwe.

Staram się zawsze pisać dla Państwa tak, by Czytelnik bez trudu mógł ustosunkować się do mojego wywodu, co przecież nie znaczy, że nie potrafię pisać w sposób skomplikowany. Lecz po co?

Czytałem gdzieś, że ks. prof. Józef Tischner sugerował, że kiedy siada się do pisania trzeba po jednej stronie stołu ustawić siedem pustych koszy, a po drugiej – przedszkolaka. Potem, mówiąc, czy pisząc, trzeba wrzucać do kosza to wszystko, czego przedszkolak nie zrozumiał. To jest – według Tischnera – najlepszy sposób, by jasno, klarownie i zrozumiale sformułować swoje myśli, a równocześnie uniknąć błędów. Przypomnę jeszcze jedną (tym razem niealegoryczną) wypowiedź znakomitego uczonego Hansa-Georga Gadamera: jeśli ktoś „[…] mówi lub pisze językiem niezrozumiałym dla nikogo poza samym sobą, nie mówi w ogóle. Mówić lub pisać – to mówić lub pisać do kogoś, lub dla kogoś. Słowo chce być słowem celnym – to znaczy, że słowo nie tylko przedstawia mnie samemu rzecz, o której mówię, lecz stawia ją przed oczyma również temu, do kogo mówię lub piszę” (H.-G. Gadamer, Człowiek i język, Warszawa 1979, s. 53).

Pisanie w sposób niezrozumiały jest oznaką nieprzemyślenia danego problemu do końca albo – częściej – próbą dodania naukowej powagi swoim wypowiedziom, a nieraz może sposobem zamaskowania braku dogłębnego rozeznania w danej dziedzinie. Fryderyk Nietzsche napisał: „Kto chce tłumowi zdawać się głęboki, stara się o ciemność. Bo tłum uważa za głębokie wszystko, czego dna zobaczyć nie może: jest tak trwożliwy i tak niechętnie wchodzi do wody” (F. Nietzsche, Wiedza radosna, Warszawa 1991, s. 193).

Wielką zaletą prawnika (jak i każdego człowieka) jest dbałość o piękno mowy ojczystej, także na piśmie. 

Profesor i zakonnik Jacek Woroniecki (1878-1949), wielki i ścisły umysł, pisał: „Czas już zrozumieć, że od tego, czem będzie dla nas język polski, zależnym się stanie cały poziom naszej kultury umysłowej, że Francja temu właśnie zawdzięcza swą niezaprzeczoną hegemonję duchową nad światem, że jest narodem najbardziej ceniącym swój język o najgruntowniej go posiadającym – a jeśli to promieniowanie nieco osłabło w ostatnich czasach, to dlatego, że się zaczęła sprzeniewierzać swym tradycjom szkolnym” (pis. dosł.).

I gdzie indziej: „Kto stawia sobie za ideał mówić po polsku nie tylko byle jak, nie tylko nawet poprawnie, ale pięknie, strojnie, wyraziście, słowem z mocą – »fortiter«? Kto zdaje sobie sprawę z tego, że od opanowania mowy ojczystej zależy coś więcej, niż sama tylko łatwość poprawnego wyrażania się w mowie i w piśmie, że z niem. związane jest całe opanowanie świata myśli, całe wyrobienie umysłowe, a co za tem idzie i zdolność oddziaływania na innych? Kto dostrzega, że tym ośrodkiem, koło którego winna się krystalizować cała kultura każdego narodu, nie może być co innego, jak kult mowy ojczystej?”.

A więc język jest odbiciem psychiki ludzkiej, ładu panującego w umyśle lub bałaganu. W tym sensie można wołać: „Pokaż mi jak mówisz, jak piszesz, a powiem ci kim jesteś”.

Jaka jest mowa dzisiejszych „wielkich” tego świata – to zostawiam Państwa ocenie. Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną kwestię. Otóż: jak ktoś się wypowiada, jak formułuje myśli – tak ma poukładane w głowie. Wychodzi zatem na to, że sporo moich Rodaków – co stwierdzam z autentyczną przykrością – ma nieuporządkowany, niespokojny umysł.

Niechże i prawnicy nie popisują się publicznie swoim fachowym słownikiem, gdy piszą „dla ludu”. Niech prawnicze akrobacje i wymyślne konstrukcje logiczne zostawią na czas pracy zawodowej czy naukowej. Niech prawo stanie się zrozumiałe dla każdego obywatela, niech trafi z pełną klarownością „pod strzechy”.

avatar

Przemysław Leszek Lis

Prawnik, publicysta

Urodził się w Rzeszowie w roku 1980. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, specjalizując się w dziedzinie prawa karnego materialnego i procesowego. Odbył także studia z zakresu psychiatrii sądowej i seksuologii sądowej na Faculté de Droit at Université Jean Moulin Lyon 3 w Lyonie (Francja). Od roku 2014 jest członkiem honorowym Association Internationale De Droit Pénal — Paris (Międzynarodowe Towarzystwo Prawa Karnego w Paryżu). Obecnie jest studentem studiów doktoranckich III stopnia (prawo karne) na WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa w Rzeszowie.

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email
Bogdan Miś

Urodzony w 1936 roku dziennikarz popularnonaukowy. Z wykształcenia matematyk. Długoletni wykładowca szkół wyższych.