Ernest Skalski: Zechce Pan rozważyć, Panie Broniarz?

Do rozpoczęcia strajku nauczycieli doszło, bo Jarosław Kaczyński, go de facto sprowokował. Znowu postawił na konflikt i podział, a jego plan jest prosty i niepozbawiony szans.

Strajk jest stosunkowo łatwo rozpocząć, a trudno się z niego wychodzi. W tym przypadku dość powszechne jest zrozumienie motywacji nauczycieli, lecz nie przekłada się ono na powszechne poparcie strajku. W tej chwili wygląda na jeszcze dość duże, lecz w miarę upływu czasu może słabnąć. Termin egzaminów jednych i drugich może się okazać istotnym punktem w tym procesie. Niewykluczone, że doraźne dobro uczniów i ich rodzin zacznie przeważać nad systemowym dobrem oświaty. Słabnąć też może determinacja strajkujących i kierujący strajkiem powinni to brać pod uwagę.

Jeśli apogeum akcji miałoby mieć miejsce teraz, na początku strajku, to może warto rozważyć jego zawieszenie do rozpoczęcia roku szkolnego, czyli do pierwszego września. Może nawet z przesunięciem terminu realizacji żądań: pierwsza rata podwyżki nie od pierwszego stycznia tego roku, lecz od rozpoczęcia nowego roku szkolnego, a druga od rozpoczęcia drugiego półrocza, już z przyszłorocznego budżetu. Byłaby to demonstracja dobrej woli.

Kierownictwo strajku zademonstrowało swoją determinację, siłę i sprawność, rozpoczynając planowo i skutecznie, tak jak zapowiadało, wielki strajk. Zawieszenie go w tym momencie, z pozycji siły, pokazałoby, że panuje nad sytuacją i wzmocniło tylko tę pozycję. Krok taki byłby zapewne przyjęty z ulgą i zrozumieniem przez większość strajkujących oraz przez społeczeństwo, lecz raczej nie przez aparat i obóz władzy. Byłoby to bowiem zerwanie planu strategicznego prezesa, który liczy na osłabienie, rozmycie się, czy spektakularne załamanie się strajku.

Przed pierwszym września wznowienie przez silne kierownictwo zawieszonego strajku byłoby bardzo wiarygodne, a zakłócenie początku roku szkolnego jest mniej dotkliwe niż perturbacja przy jego zakończeniu. Zrozumienie i poparcie społeczne mogłoby być zdecydowanie większe. A co ważniejsze, byłoby to na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi, a więc bardziej dotkliwe dla władzy niż to ma miejsce teraz.

Zwycięża ten – uczył Napoleon – kto ma przewagę w decydującym miejscu i decydującym czasie. Ósmy kwietnia okazał się decydującym momentem dla okazania tej przewagi, a pierwszy września może być decydującym o zwycięstwie.

Print Friendly, PDF & Email