Marek Jastrząb: Marzenie o trzecim wejściu smoka

Jerzy Surdykowski, w swoim artykule „Fałszywe przesłanie, zatrute umysły”

Fałszywe przesłanie, zatrute umysły | Wiadomo.co

Eksperci i politolodzy zachodzą w głowę, dlaczego po raz pierwszy od czasów komunistycznych pojawiła się na polskiej scenie partia całkowicie odporna na wizerunkową destrukcję. Nie złożyła się na to – jak w tamtych czasach – cenzura, polityczna kontrola i wytrwała krzątanina tajnych służb.

poszukuje przyczyn upadku naszego państwa i stwierdza, że podczas gdy w rezultacie naszych powstań rodziły się kolejne zgliszcza, nad światem królował romantyzm. Ale romantyzm jakże odmienny od naszego!

Nasz pysznił się, bogoojczyźnianym i megalomańskim zadęciem, stale jęczał za przefujarzoną (na własne życzenie!) wolnością, był przesycony łzawym patriotyzmem. A po drugiej stronie literackiego bieguna – jego przeciwieństwo – romantyzm przepełniony miłością, radosny, optymistyczny, ani trochę niepobrzękujący kajdanami.

Pan Jerzy mówi o naszym: „sednem polskiego romantyzmu jest właśnie poniesiona krzywda i niezasłużone cierpienie. To Mickiewicz nazwał Polskę „Chrystusem narodów” za cudze grzechy wleczonym na Golgotę. To Słowacki roił o „duchu globowym”, który przez wielkie czyny i wielki ból dorówna Bogu. To według niego polskość jest ostatnim i najwyższym stadium ewolucji człowieka, przez które muszą przejść wszystkie inne narody. Tak powstał romantyczny i mesjański patriotyzm, któremu niezbędni są Polacy, ale zupełnie niepotrzebna jest Polska. Gdy nie jest już świętą nadzieją pobitych powstańców, a staje się normalnym państwem, którym trzeba mądrze zarządzać, po prostu zawadza”.

Na zakończenie pierwszej części swojego felietoniku jeszcze raz przytoczę jego słowa: „Był XIX wiek naszą największą narodową tragedią. Nie tylko dlatego, że pod koniec poprzedniego stulecia upadło jedno z największych państw ówczesnej Europy, choć od dawna już podmyte i źle rządzone. Nie tylko dlatego, że był to wiek kolejnych przegranych powstań, z których każde oznaczało upływ krwi, ucieczkę na emigrację, bądź wygnanie na katorgę, ale także każde z nich pogarszało położenie narodu. Nie tylko dlatego, że szczęśliwsza część Europy budowała w tym straconym dla nas czasie nowoczesne społeczeństwa, forsowała reformy, tworzyła wiekopomne osiągnięcia rewolucji naukowo-technicznej, a nam pozostawały tylko daremne rewolucje niepodległościowe.”

*

Mam coraz realniejsze obawy co do rokowań na najbliższe lata. Jako że światem rządzi pieniądz, a kiełbasiane obietnice są lepsze od bezpłatnej roztropności, przyjdzie nam znowu borykać się opadaniem na zdradziecką mordę. Znowu będziemy podnosić się z kolan i opuszczać UE i chować jej flagę: ani chybi, czeka nas ponowna gimnastyka dla ubogich duchem.

Markotna to perspektywa, bo mam wątpliwości, czy aby są jeszcze ludzie zdolni zrezygnować z wyborczego przekupstwa? Poruszony w artykule Surdykowskiego temat przyczyn upadku naszego państwa podpowiada, że nie. Nie, gdyż przespaliśmy lekcję wyciągania wniosków z patriotycznych zrywów.  Nie, gdyż  zamiast pracować nad jej powstaniem, nadal wolimy oddawać się jałowym  marzeniom i koncentrować się na wymachiwaniu szabelką chlubiąc się tym, że potrafimy rzucać się z motyką na słońce.

Wstręt do pracy nad codziennym budowaniem dobrobytu własnej Ojczyzny, pogarda dla żmudnej, nudnej i niewidowiskowej roboty na jej rzecz, wiąże się ściśle z kwestią powyborczych powrotów do minionego świata. Z przemożną tęsknotą za dalszym sprawowaniem władzy

 
avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta, felietonista

Print Friendly, PDF & Email