4 czerwca w Gdańsku

31.03.2019

No to — stało się!

4 czerwca w Gdańsku, w rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów zderzą się dwie rzeczywistości. Z jednej strony staną ci wszyscy, dla których ta data oznacza początek Wielkiej Zmiany, początek końca PRL, początek transformacji ustrojowej i budowę III Rzeczpospolitej. Kategoria „wszyscy” przywołana powyżej obejmuje wielką grupę ludzi — prawdziwych bohaterów tamtego czasu, czołowych działaczy rodzącej się wtedy Solidarności. Solidarności jako związku zawodowego, ale przede wszystkim Solidarności jako ruchu społecznego, mającego w 1981 roku 10 milionów członków.

A kto stoi po drugiej stronie? Ta druga strona, to obecna władza, to rząd „dobrej zmiany”, to Jarosław Kaczyński i jego urzędnicy, tacy jak na przykład wojewoda pomorski; a na końcu (to naturalne miejsce dla tego człowieka) Karol Guzikiewicz z Solidarności Stoczni Gdańsk. Powtarzam: Stoczni Gdańsk, a nie Stoczni Gdańskiej — tej bowiem, w której narodziła się Solidarność, już nie ma, Stocznia Gdańska upadła w 1996 roku. Karol Guzikiewicz, człowiek wielkiego intelektu i działacz związku zawodowego działającego w Stoczni Gdańsk, do niedawna należącej do ukraińskiego oligarchy, odkupionej przez Mateusza Morawieckiego, ale nadal noszącej nazwę — Stocznia Gdańsk; otóż ten Karol Guzikiewicz, radny sejmiku wojewódzkiego z listy Prawa i Sprawiedliwości, otrzymał od przedstawiciela rządu w terenie, od wojewody pomorskiego, pełne prawo do dysponowania Placem Solidarności, na którym wznosi się Pomnik Poległych Stoczniowców.

Działając na podstawie przyjętej na potrzeby kolejnych miesięcznic smoleńskich ustawy, wojewoda przyznał wyłączność związkowi zawodowemu do organizowania na Placu Solidarności swoich uroczystości związanych z datą 4 czerwca.

No to — będzie się działo!

Przyglądając się z bliska konfliktowi narastającemu wokół Europejskiego Centrum Solidarności, konfliktowi, którego apogeum przeżywaliśmy parę tygodni temu, gdy minister kultury i dziedzictwa narodowego, wicepremier Piotr Gliński cofnął dotacje na działalność ECS, a społeczeństwo udzieliło mu pięknej lekcji, zbierając w kilkadziesiąt godzin zabrane miliony — nie jestem zdziwiony tym, co się stało. Wypełniając testament zamordowanego prezydenta Adamowicza, samorządowcy i prezydenci miast planowali zorganizowanie wielkich uroczystości, jednoczących wszystkie Polki i wszystkich Polaków. Na miarę rocznicy wydarzenia, jakim były wybory 4 czerwca.

Planowane było zbudowanie okrągłego stołu wokół Pomnika Poległych Stoczniowców na Placu Solidarności. Nie można znaleźć lepszych symboli dla uczczenia tej rocznicy, nie można wymyślić lepszej oprawy. Przy tym stole mieli spotkać się wszyscy żyjący uczestnicy obrad tamtego Okrągłego Stołu, wszyscy uczestnicy obrad wszystkich „podstolików”. To mogło być naprawdę wielkie wydarzenie.

Nie będzie!

Nawet gdyby naprzeciw kilkuset stoczniowców-związkowców od Guzikiewicza stanęło 10 tysięcy zdeterminowanych gdańszczan i po prostu wypchnęło tę pseudosolidarność z placu — to uroczystość zostałaby zbrukana. Nie można dawać władzy — jeszcze mającej mandat — pretekstu do robienia użytku ze służb mundurowych i użycia siły fizycznej.

No to, co będzie?

Mamy budynek ECS ze znakomitymi wnętrzami, mamy tereny wokół budynku, mamy przestrzeń miejską do wykorzystania w dobrym, czerwcowym czasie – da się zrobić wszystko, co podkreśli radosny charakter święta. A na Placu Solidarności niech zostanie Guzikiewicz i guzikiewiczopodobni – zobaczymy, kogo będzie więcej.

Niech ta decyzja pisowskiego wojewody będzie jeszcze jednym argumentem za maksymalną mobilizacją obywateli w nadchodzących trzech wyborach, wyborach majowych, listopadowych i prezydenckich, jakie mają odbyć się w przyszłym roku.

To co zrobiła władza, to z jaką bezczelnością, przy użyciu swojego prawa, uchwalonego na potrzeby ochrony miesięcznic smoleńskich, utrudnia organizacje obchodów rocznicy 4 czerwca i realizację testamentu zamordowanego prezydenta Gdańska — jest kolejnym dowodem, że nie ma już miejsca na szukanie porozumienia.

Trzeba odsunąć ich od władzy, trzeba uwierzyć w siłę swojego głosu – nas jest więcej, trzeba iść do wyborów.

To da się zrobić, to trzeba zrobić.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email