Między racjonalnością i szaleństwem

30.03.2019

Zdanie odrębne

W potocznym przekonaniu polityka to sztuka przetrwania. Wedle Arystotelesa jest to „rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne”. W tej szlachetniejszej definicji uwagę zwraca słowo sztuka, które niesie ogromne bogactwo treści. Nie daje się sprowadzić wyłącznie do wykonania, ale ceni koncept, zamysł, finezję, wyrafinowaną grę… Tymczasem od niedawna polityka – zwłaszcza w krajach szczycących się przynależnością do tzw. cywilizacji chrześcijańskiej – bardziej przypomina szaleństwo, aniżeli sztukę.

Polityka, zgodnie z ruchem wahadła, rozgrywa się między dwoma biegunami – racjonalnością i szaleństwem; dziś znowu znalazła się bliżej tej drugiej skrajności. Podobnie było sto lat temu; rewolucja bolszewicka, dwie wojny światowe, śmierć dziesiątków milionów ludzi, zagłada Żydów, Ormian, Cyganów, tyrania faszystowska i komunistyczna, użycie atomu jako broni masowej zagłady, zimna wojna między Wschodem i Zachodem… Co tu jeszcze wyliczać? Polska również uczestniczyła w tamtym szaleństwie, tracąc miliony obywateli różnych narodowości i wyznań. Choć potrafiła dorzucić swoje własne, jakim było powstanie warszawskie…

Wydawało się, że u progu nowego stulecia szaleństwo zastąpią racjonalność i pragmatyzm, zwłaszcza że sprzyjają temu rozmaite koniunktury: gospodarcza, polityczna, demograficzna… Ale nie; Europie i światu bliżej jest do szaleństwa (choć ludzie giną w mniejszej skali!) niż racjonalności… Także u nas w Polsce; bezmyślny politycznie lot na groby katyńskie, a potem religia smoleńska rozpoczęły powrót w utarte koleiny. Potem przyszła ‘dobra zmiana’, która okazała się destrukcją porządku konstytucyjnego i burzeniem tego, co przez lata budowano z trudem, w ścieraniu się różnych sił, ważeniu racji i kompromisie. Szaleństwem jest niszczenie tkanki społecznej poprzez dzielenie obywateli na swoich i obcych, rozdawnictwo pieniędzy w roku wyborczym, ponowne szczucie na uchodźców, ludzi innych orientacji seksualnych, poprzez pogardę na dla niepełnosprawnych, czy nauczycieli. Polska jest postrzegana jako kraj politycznie niedojrzały, roszczeniowy ideowo, piszący od nowa historię własną i cudzą… Cały ten absurdalny spektakl przedstawia się jako: ‘odzyskiwanie godności’, ‘wstawanie z kolan’, ‘wzrost znaczenia’, ‘umacnianie pozycji międzynarodowej i wpływów’, ‘mocny głos w unii’ itp. Jest to jednak typowe kreowanie rzeczywistości oderwanej od faktyczności. Podobnie jest z degrengoladą polskiego Kościoła, uwikłanego w politykę i pedofilię, ale ochoczo apelującego o nawróceniedialog… Czyje nawrócenie? Dialog kogo z kim?

Europejskie zaplecze, czyli unia, której racjonalny projekt budowany był z intencją zapobiegania wojnom i umacniania pokoju, trzeszczy w posadach. Szaleństwo brexitu, sytuacja na Węgrzech, we Włoszech, wybory prezydenckie w Ameryce… Wszędzie tam, gdzie do głosu doszli politycy, mający za nic racjonalność i zdrowy rozsądek, uruchomiły się w ludziach złe emocje – „strach i imaginacja”. Strach przed obcym – dosłownie i w przenośni oraz wyobrażenie (łac. imaginatio), że – wybranej przez Boga – polskiej wyspie zagraża wszystko, co ją otacza, tudzież wróg wewnętrzny.

Kiedy w rozmowach z ludźmi PiS zwraca im się uwagę na absurdalne, nieetyczne albo nieprzyzwoite zachowania i działania tej partii – przekrzywiają głowy, robią poważne miny, przymykają oczy i, rozkładając ręce w geście bezradności, wypowiadają formułę: „Taka jest polityka…”. Ostatnie trzy lata nauczyły rządzących sofistyki, czyli sztuki manipulacjiperswazji, znanej już w starożytnej Grecji. Jej czołowy przedstawiciel, wędrowny filozof Gorgiasz z Leontinoi (V/IV w. p. Ch.) nazywany był „czarodziejem słowa”; potrafił przekonać rozmówców, do czego chciał, wytworzyć złudzenia, wprawić w zdziwienie, a nawet udowodnić, że czarne jest białe a białe – czarne.

Nasz rodzimy sofista, w I połowie XXI wieku, proponuje nieco zmodyfikowaną formułę Gorgiasza: „Nikt nam nie będzie mówił, że białe jest białe, a czarne – czarne”; i – podobnie jak jego daleki poprzednik – zaskakuje zwrotami (oikofobia), szokuje (zdradzieckie mordy), cynicznie poucza (łatwo jest burzyć, trudniej się buduje) – „śmieszy, tumani, przestrasza” … – że zacytuję Wieszcza. Jednak w jego okazjonalnych tyradach niewiele jest śmiechu; więcej natomiast sofistycznych narzędzi, na które składają się: bałamuctwo, chytrość, dwulicowość, fałsz, kanciarstwo, krętactwo, łgarstwo, kuglarstwo, obłuda, podstępność, przewrotność, bufonada, zakłamanie, nienaturalność, kabotynizm, pusto- i wielosłowie, sztuczność, tromtadracja, wyrachowanie, zdolność do kombinacji i machinacji. A ponieważ jest to instrumentarium, które natura ludzka przyswaja chętniej, aniżeli jego przeciwieństwa, stąd coraz więcej u nas bałamutów – niż ludzi prostolinijnych, kanciarzy – aniżeli przyzwoitych, zakłamanych – niźli prawych, nienaturalnych – a nie tych, którzy zachowują się z godnością, bufonady – aniżeli prostoty… Zło jest łatwiejsze niż dobro, by nie powiedzieć – banalne…

Celowo unikam uczonych formuł dla opisania bieżącej sytuacji, ponieważ więcej o szaleństwach władzy można się dowiedzieć z dramatów Szekspira, Witkacego czy Mrożka… Skutek nieustannego odwoływania się do własnych ‘uczonych’ (‘przy okrągłym stole komuniści dogadywali się ze swoimi agentami’) jest taki, że szary człowiek odwykł od nazywania rzeczy po imieniu; przerasta go nie tylko trzeźwy osąd rzeczywistości, ale i jej rzetelny opis. Staje bezradny, wobec tego, co słyszy w – nieliczących się z przyzwoitością ani dobrym obyczajem – mediach publicznych, przewrotnie zwanych narodowymi. Prywatne nie są w stanie odkłamywać ani prostować informacji przepuszczonej przez filtry, sita czy instrukcje – państwowej, a de facto partyjnej propagandy.

 Ostatnio można było przeczytać w jednej z gazet o tym, w jaki sposób największy sojusznik Kaczyńskiego Wiktor Orban relacjonował unijnym politykom w Brukseli spotkanie z prezesem w Nidzicy, w lutym 2016 r. Węgierski przywódca, traktowany w Polsce jako wzór do naśladowania, miał powiedzieć, cytuję: „Spędziłem sześć godzin z szaleńcem” oraz prosić, żeby z faktu, „że w pensjonacie Zielona Owieczka jadł z prezesem PiS żurek i pstrąga, nie wyciągali zbyt daleko idących wniosków”. Od spotkania minęło trzy lata, ale nie słychać, aby ktoś z ugrupowania, które rządzi Polską, domagał się przeprosin – tak skrupulatnie egzekwowanych przy każdej, nadarzającej się okazji. A przecież rzecz dotyczy naszego dobra narodowego

Ponieważ przeprosin nie będzie, trzeba cierpliwie – ale nie bezczynnie – czekać na powrót racjonalności; wszak w szaleństwie nie da się tkwić zbyt długo.

J S

Print Friendly, PDF & Email