Teraźniejszość i przyszłość w polityce

29.03.2019

Przyglądając się temu, co w polityce, tak w wymiarze światowym, jak i krajowym, nie da się uciec od trochę już zapomnianej kategorii  pojęciowej „płynnej nowoczesności” wprowadzonej do społeczno-kulturowego obiegu przez Zygmunta Baumana. Pamiętam Zygmunta Baumana jako jednego z asystentów prof. Juliana Hochfelda na nowo utworzonym kierunku studiów, jaką była w późnych latach 50. socjologia na Uniwersytecie Warszawskim. Jego zainteresowania koncentrowały się na głębokiej intelektualnej analizie marksizmu jako ogólnej teorii rozwoju społecznego.

Płynna nowoczesność – to pojęcie wprowadzone do światowej nauki w latach, w których profesor Zygmunt Bauman miał status mędrca, był uznanym na całym świecie autorytetem; najmniej w Polsce, którą opuścił wraz z falą emigracji po Marcu 68 roku.

Polska nauka straciła wtedy wielu wybitnych ludzi. Taki jest zawsze efekt szaleństwa władzy, gotowej dla potrzeb bieżącej polityki uruchamiać demony antysemityzmu czy czegoś innego, równie odrażającego. Ksenofobia, strach przed innością, strach przed przyszłością, przed nieznanym – to narzędzia władzy, której legitymacja jest słaba; która wie, jak zmienna jest opinia ludzi, trzymanych w niewiedzy, poddanych indoktrynacji takich instytucji, jak kościół i jego urzędnicy, co to przebrani w szaty z innej epoki historycznej opowiadają jak rozwiązywać problemy współczesnego człowieka. Sięgając do takich źródeł jak pisma filozoficzne Tomasza z Akwinu, uznanego przez kościół katolicki za ojca kościoła i świętego…

To z pism Tomasza płynie przekaz, kiedy to dusza wnika w zarodek ludzki, to na podstawie „wiedzy” średniowiecznego męża wydają zalecenia współcześni politycy, ale i lekarze. Horror!

Wracając do współczesnej polityki, teatr absurdu w wykonaniu najstarszego parlamentu świata, brytyjskiej Izby Gmin, buta i ignorancja prezentowana przez wybranego w skomplikowanej procedurze na urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych AP Donalda Trumpa (otrzymał mniej głosów niż jego konkurentka Hilary Clinton), jawne szyderstwo z prawa i sprawiedliwości w wykonaniu funkcjonariuszy rządzącej Polską formacji, mającej w nazwie i Prawo i Sprawiedliwość  – mogą powodować, (i pewnie powodują) całkowity zamęt w głowach ludzi, nawet tych, którzy starają się „ogarnąć” skomplikowany świat polityki.

No to jak to jest? Czy mamy jeszcze jakieś elementy stałe w tym świecie polskiej polityki?

Czy jest już tak, że wszystko jest zależne od woli jednego człowieka, który jest formalnie poza układem władzy rządowej i parlamentarnej? Który urzęduje w biurze swojej partii, która – by rządzić i mieć większość parlamentarną, musi mieć przystawki, tworzące Zjednoczoną Prawicę? Człowieka, który nie odbiera przesyłek sądowych – bo pracuje, jak wyjaśnia to pani rzecznik Mazurek – człowieka, którego prokuratura nie wzywa na przesłuchanie w sprawie, o którą skarży go powiązany rodzinnie biznesmen. Przesłuchując za to nieustannie… skarżącego.

A to, że występuje prosta koincydencja w czasie pomiędzy odmową wezwania do prokuratury posła Jarosława Kaczyńskiego a awansem tej pani prokurator, która odmawia wezwania go na przesłuchanie, stawia nasz kraj w rzędzie azjatyckich satrapii.

Toczy się kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego.

Wybory odbędą się w końcówce maja. W pierwszych dniach maja każdy emeryt i rencista otrzyma prezent – dodatkową emeryturę w wysokości 1100 złotych brutto, to znaczy 880 złotych netto. To jest prezent od Jarosława Kaczyńskiego – tak wprost wykrzyczała na „pisowskiej” konwencji pani była premier Beata Szydło. Tak krzyczała ze sceny, żeby nikt nie miał wątpliwości, od kogo dostaje te pieniądze. To Prezes Polski — Jarosław Kaczyński — daje swojemu ludowi pieniądze. Tak jakby to były jego pieniądze. Nic w zamian nie chce; chce jedynie, aby pamiętać o tym przy urnie i oddać glos na wskazanego przez niego kandydata.

Czy ta polityczna łapówka będzie skuteczna?

Po stronie władzy wszystkie siły rzucono do walki o zwycięstwo. Obiecano pieniądze; nawet te, których nie ma. Tym, którzy budują jakieś konstrukcje ekonomiczne, przywołują jakieś przykłady krajów, co poszły pod wodę (na przykład Grecja), powiem krótko – to nie jest żadna przestroga dla partii, która nie może oddać władzy. Nie może jej oddać nie dlatego, że ma najlepszy program dla Polski. Ona nie może oddać władzy, bo ma tyle na sumieniu, tyle narobiła przestępstw, tyle popełniła deliktów konstytucyjnych, że wie – to nie będzie zwykła zmiana ekipy rządzącej. To będzie trzęsienie ziemi – z licznymi ofiarami jak to zwykle przy trzęsieniu ziemi…

Nie znamy przyszłości, możemy jedynie budować różne scenariusze i próbować określać prawdopodobieństwo ich spełnienia. Przyglądając się głównym aktorom na polskiej scenie politycznej, mając w pamięci subtelne rozważania mojego profesora Zygmunta Baumana o płynnej nowoczesności jako kategorii opisującej nasze czasy, coraz bardziej przychylam się do prognoz, mówiących o potrzebie odejścia od znanych i stosowanych obecnie narzędzi wyłaniania ekip rządzących. A zwłaszcza wodzów – jakimi są w systemach prezydenckich – prezydenci.

Pewnie nie teraz, pewnie nie w tym dziesięcioleciu, ale trochę później, będziemy woleli rozstrzygnięcia maszyny politycznej – dużego systemu kolejnej edycji sztucznej inteligencji, która na zimno, z możliwych i starannie przeanalizowanych cyfrowo scenariuszy wybierze najlepszy. Najlepszy z punktu widzenia logiki  – a nie ambicji (często chorych ambicji) jakiegoś wodza.

Słuchając wystąpień medialnych różnych aktorów sceny politycznej, myślę sobie, że skoro już teraz, w największych redakcjach światowych agencji medialnych pisanie komunikatów powierzone zostało, i to z sukcesami, automatom, komputerom, to może i lepiej by było zastąpić większość naszych polityków ich odpowiednikami – myślącymi i czującymi w krzemowej, a nie białkowej strukturze.

To pewnie szalone co piszę, ale myślę, że bezpieczniej dla wszystkich, nawet dla tych występujących na politycznej scenie w walce o poparcie „elektoratu”, „suwerena” – co to przez niego przemawia głos boga — lepiej byłoby oddać do analizy sytuację wewnętrzną kraju i uwarunkowania płynące z sytuacji zewnętrznej. I posłuchać co powie, co napisze lub powie komputer. Już dziś byłoby to chyba technicznie możliwe.

W każdym razie ––czas już na zmianę tego, co jest. Bo to, co jest – nie sprawdza się.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email