Porządek w burdelu

28.03.2019

To już postanowione: spylamy. Tylko szastnięcie nóżką, ze dwa krzywe uśmiechy, kilka pożegnalnych całusków, jakieś papa i już nas nie ma. Nastanie cisza, umilkną wszelkie jazgoty i opozycyjne pomówienia. I wtedy naród odczuje różnicę pomiędzy tym, co to mu się przytrafiło, a tym, co stanie się, gdy odejdziemy. Dowie się, jak było fajnie, gdyśmy rządzili.

Gdy panował taki chaos, że nikt nie miał pojęcia, o co chodzi. Gdy wszystko było jednocześnie słuszne i jednocześnie fałszywe. Raz wolno było bić na pełen gaz, pluć ile wlezie, znęcać się nad odmieńcami a innym razem obowiązywała w tej sprawie partyjna wstrzemięźliwość i odkładało się flekowanie słabszych na lepsze czasy. Sądy raz były legalne, a raz — legalne na niby. Podobnie z demokracją, konstytucją i innymi fanaberiami.

No i wtedy zatęskni za nami.

*

W tak zawiesistym systemie stworzonym przez nas nawet opozycja musiała przyznać, że choć bijemy, zamykamy i skazujemy, to przecież nie wszystkich, tylko tych, co są wobec nas winni. No i przy okazji łatwiej nam przychodziło udawanie przed UE, że miłujemy ją do ostatniej kropli krwi oraz pilnie przestrzegamy wszystkich Praw Człowieka i Obywatela.

Lecz kiedy przyjdzie nam po raz trzeci wejść do ulubionej gnojówki, to będziemy przygotowani na sukces; już nie popełnimy żadnych błędów, bo najsampierw uchwalimy, że błędy po naszej stronie żadną miarą nie mają prawa istnieć, gdyż są wyłącznym udziałem poprzedników.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta, felietonista

Print Friendly, PDF & Email