Pogaduszki dziadka

25.03.2019

 

Wnuk ma 14 lat i jest w ósmej klasie. Gdyby nie dobra zmiana, byłby gimnazjalistą już drugi rok i nie miałby przed sobą egzaminu, w którym dwa roczniki, bo i trzecia gimnazjalna, konkurują do pierwszej licealnej.

Wnuczka ma siedem lat i jest w pierwszej klasie, a byłaby w drugiej, gdyby nie PiS.

Mam więc z tą władzą i osobiste porachunki, nie licząc tych zasadniczych, ogólnych. Teraz jednak życzę jej – nie rezygnując z życzeń zasadniczych – żeby się dogadała z nauczycielami. Życzę też tego dogadania się nauczycielom, mojemu Brunowi i sobie, wraz z resztą rodziny.

Szanse są, bo rozmowę z nauczycielami – chyba nie pomijając ZNP – zapowiedział prezydent Duda. Dodając, że będą propozycje, czyli będzie się mówiło o pieniądzach. To dobrze rokuje. Kasę zawsze można jakoś podzielić, to honor, wiara i w ogóle wartości są niepodzielne. Tu już na noże i często aż do ostatniej krwi.

Tysiąc per capita, których to głów mamy w profesji ok. 700 tysięcy. Brutto, czyli państwo by wycofało po 170 jako PIT. Wspólne opodatkowanie się małżonków, kwota wolna, jakieś odpisy… Wychodzi suma blisko siedmiu miliardów w roku. Dużo czy mało?

Jak zawsze: to zależy. 500+ w dotychczasowej postaci, to około 24 miliardów. Piątka Kaczyńskiego to 20 miliardów w tym roku i po 40 – 50 w następnych. Koszty i straty wynikłe z obniżenia wieku emerytalnego będą narastać latami – coraz więcej miliardów. Ulgi podatkowe chyba jeszcze niepoliczone. Czy może niepodane do wiadomości, ale to też miliardy. Owszem, konsumpcja napędza PKB, a w charakterze VAT i akcyzy wrócić ma — i nie od razu — jeden złoty na sześć wydanych na te beneficja.

Na tym tle głupie siedem miliardów to żaden problem; poza tym, że na decyzje finansowe w oświacie patrzy w napięciu służba zdrowia i dalsze rzesze w budżetówce. Ale trzymajmy się kasy na dziś. Dotychczasowy cudotwórca, Na Wszystko Jest Mateusz Morawiecki nagle rozkłada ręce: sorry; taki mamy budżet. Rozdaliśmy już wasze pieniądze i co nam zrobicie?

Nauczyciele jednak co nieco mogą i po dłuższych targach czymś będą się musieli zadowolić. Obie strony będą miały ten sam argument, pozwalający zachować twarz; dobro mojego Bruna, za co im w jego i moim imieniu z góry dziękuję. Podziękowania niech będą powszechne, bo w naszym honornym narodzie, w kompromisie każdy widzi tylko swoje ustępstwo, a nie to, co uzyskał.

Odfajkowując więc z góry spodziewany rychło kompromis, odczuwam tylko doraźną ulgę dziadka i obywatela. Mnie jak mnie, ale synowi i wnukom dobra zmiana grozi perspektywą Grecji. Grecji, powtarzam, bo unikam przesady i nie chcę nikogo epatować Argentyną – kryzys przez trzy pokolenia, ani Wenezuelą – wiadomo. Grecję do tego, co jest, doprowadziła szlachetna rywalizacja przyjaciół ludu, rodów Karamanlis i Papandreu. U nas zrobić to mogą; PiS i – z konieczności, na razie – Koalicja Obywatelska. Z nadzieją, że KE się utrzyma przez jakiś czas, jeśli wygra wybory i jakoś będzie, kroczek po kroczku — szybko się nie da — naprawiać szkody po dobrej zmianie. A na dzisiaj?

Na dzisiaj już nie „wystarczy nie kraść”, już uszczelniliśmy VAT, już fiskus, z bożą i osiemnastu etatowych kapelanów pomocą, wydusza co może, z kogo się tylko da. Więc pan premier zapowiada zwiększenie długu publicznego z dwóch procent do dwóch i pół, a może nawet do trzech. To „może” może oznaczać trzy i pół, a w dalszej perspektywie – emerytury – nawet i więcej. Te cyferki to nie jest abstrakcja, choć tak ją traktują obywatele podatnicy, jeśli w ogóle zwracają na to uwagę. Stopniowe pogarszanie pozycji polskiej gospodarki, waluty i systemu finansowego będzie wpływać na warunki robienia biznesu, na aktywność inwestycyjną, wreszcie na poziom życia, ale zacznie być zauważalne po jakimś czasie. I nie przez wszystkich będzie rozumiane jako skutek nieroztropnej polityki społecznej, zainicjowanej przez dobrą zmianę. Prędzej zostaną dostrzeżone bieżące skutki polityczne.

A więc okazuje się, że z władzą można wygrać, jeśli się ją wiarygodnie czymś naprawdę postraszy. Ci, którzy zastanawiają się nad oddaniem głosu w wyborach i którzy przesądzą o ich wyniku, dostrzegają brak konsekwencji władzy i brak jedności na jej najwyższych piętrach. Podobno nie została przyjęta dymisja Teresy Czerwińskiej, ministra finansów. Po Piątce Kaczyńskiego i deklaracji premiera byłoby to kompromitujące dla rządu. Zaś firmowanie takiej polityki finansowej kompromituje ministra finansów. Na razie więc pani minister nie zabiera głosu, co już jest wymowne, a co zrobi za chwilę – zobaczymy. To naprawdę nie jest największe zmartwienie.

Jako dziadek, sięgnę do swojej pamięci i to nawet nie z czasów młodości, ale wieku średniego. Za taki uważano ongiś już ten po trzydziestce.

Po burzliwych wydarzeniach sknerzastego prowincjusza Gomułkę zastąpił światowiec Gierek. Był na Zachodzie, znał zachodni język, dzień miał zaczynać od numeru Le Monde. Zaczęła się dekada dynamicznego rozwoju. Mechanizm był inny niż dziś. Wtedy środki, które Zachód nieroztropnie pożyczał, ładowano w niewydolną z definicji gospodarkę i musiało się skończyć, jak się skończyło. Teraz gospodarka jest w swej masie w porządku, a PiS rozkłada system finansowy, który jest warunkiem jej sprawnego funkcjonowania. Psuje też stosunki społeczne.

Żeby było jasne: jakieś transfery socjalne muszą być. Ale im więcej pieniędzy trafia do ludzi za wykonywaną, czy już wykonaną pracę – emerytura – tym lepiej funkcjonują gospodarka i społeczeństwo. Wypracowane pieniądze jednych nie powinny w nadmiarze trafiać bezpośrednio do innych. Przede wszystkim powinny iść na takie cele społeczne jak służba zdrowia, oświata, nauka, kultura, infrastruktura. Te proporcje zostały po roku 2015 zachwiane i chwieją się coraz bardziej.

Ale miało być nie o różnicach tylko o podobieństwach z epoką Gierka. Otóż podobna jest propaganda i atmosfera, jaką ona wytwarza. – Mówiono, że nie da się. A daje się! Nie można było? Kto nie mógł, ten nie mógł. A my możemy!

Tąpnęło w roku 1976. Podwyżka cen, Radom, Ursus… Potem już tylko się pruło. A gdy już był krach 1980 roku, dziennikarz odnaleźli i próbowali odpytać Gomułkę: „Nie podobał się im siermiężny socjalizm Gomułki, to mają swój socjalizm we frakach”.

 
avatar

Ernest Skalski

Ur. 18.01.1935. Z wykształcenia historyk. Dziennikarz od 1958, debiutował w dzienniku „Sztandar Młodych”. Związany następnie z różnymi tytułami prasowymi, współpracował również z radiem i telewizją. Był członkiem redakcji takich pism jak „Życie Gospodarcze”, „Kultura” i „Polityka”. Był z-cą redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email