Telewizja pokazała (504)

20.03.2019

Pani Scheuring-Wielgus otrzymała propozycję startu do europarlamentu z listy Koalicji Europejskiej, z drugiego miejsca w Bydgoszczy. Ale po tym, kiedy spotkała się z papieżem i przedstawiła mu raport o pedofilii w polskim Kościele, podejście Koalicji zmieniło się. Proponowano jej coraz dalsze miejsca i to pod warunkiem, że wyciszy w swoich wystąpieniach sprawę pedofilii.

W zasadzie Koalicja jest przeciwko takim draństwom jak pedofilia w Kościele, ale nie chce drażnić konserwatywnego elektoratu, o który tradycyjnie zabiega wspólnie z PiS. Daje do zrozumienia, że po zwycięstwie oczywiście zajmie się takimi sprawami. Zapewne jednak w przypadku zwycięstwa i objęcia władzy, tradycyjnie wszelkie obiecywane reformy zostaną odłożone na lepsze czasy.

* * *

Pojawienie się Biedronia i partii Wiosna już przynosi korzyści. Jednym z postulatów partii jest przywrócenie autobusowych połączeń lokalnych, które poprzednie i obecne rządy zlikwidowały bądź ograniczyły, tak że z wielu gmin w Polsce można gdzieś dojechać tylko własnym samochodem. PiS uczulił się na problem i premier Morawiecki zadeklarował, że połączenia zostaną przywrócone i że rząd przeznaczy na to 800 mln zł.

Pomysł jest bardzo świeży, tak że premier nie miał czasu mu się przyjrzeć przed wystąpieniem. Podał przykład niedogodności, które chce usunąć rząd: trzeba wstać rano o 5:00 na autobus, aby dojechać na 8:00 do Warszawy z Błonia. Ale nie wiedział, że z Błonia można łatwo dojechać do Warszawy pociągiem.

Te 800 mln to było dla mediów, ale z pieniędzmi robi się krucho, więc kancelaria premiera mówi już tylko o 500 mln i oczekuje, że samorządy się dołożą.

* * *

W naszym nieantysemickim kraju antysemicka literatura miała się zawsze dobrze. W przykościelnych kioskach można było nabyć wszelkie materiały opisujące charakter i zbrodnie Żydów. Ponieważ nie pisano tam, że Jezus i Matka Boska byli Żydami, więc proboszczowie nie widzieli w tym nic zdrożnego.

Tyle się pisze i mówi o wrednym charakterze Żydów, a rodacy mają kłopot z rozpoznaniem osobników tego gatunku. Podobno jest ich pełno we wszystkich władzach, a nawet w Kościele. Także posłowie nie mają dobrego rozeznania i często posądzają swoje koleżanki i kolegów tylko na podstawie ich wypowiedzi, np. popierających in vitro czy związki partnerskie. Naprzeciw tym potrzebom wystąpił znany żydożerca Bubel – w sejmie można ostatnio nabyć jego pismo „Tylko Polska”, a w nim instrukcję „Jak rozpoznać Żyda”. Pisze się tam:

Nazwiska, cechy antropologiczne, sposób wysławiania się, prezencja, cechy charakteru, metody działania, działanie dezinformacyjne. Jak ich zwyciężyć? Tak dalej być nie może!.

Będę się musiał zapoznać z tą instrukcją. Kiedyś w pociągu w przedziale pewien pan tłumaczył sąsiadce, jak rozpoznać Żyda. Otóż jego zdaniem, Żydzi mają uszy, które sięgają powyżej brwi. Aż wstałem wtedy, żeby przejrzeć się w lustrze. Uspokoiłem się, ale pewne podejrzenia we mnie zostały. Czy można być czegoś pewnym? To może być jak z komunizmem, który można nabyć nawet nieświadomie, pracując w instytucji służącej totalitaryzmowi (a taką była każda instytucja w PRL), jak ustalili kiedyś politycy PiS.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Raczkowski 3.jpg

* * *

Czasem tęskni się za rządami króla Salomona. Poddani przedstawiali mu swoje sprawy, a on od ręki je rozstrzygał. U nas najdrobniejsza sprawa w sądzie ciągnie się latami – nie wiadomo dlaczego.

O królu Salomonie marzą zapewne wynajmujący mieszkania, którym się trafili nieuczciwi lokatorzy. Przestają płacić za mieszkanie, elektryczność, gaz, media i okazuje się, że nie można ich wyrzucić. Trzeba najpierw „dzikiemu lokatorowi” wypowiedzieć umowę najmu, wyznaczyć termin opuszczenia lokalu i złożyć pozew o eksmisję. Dopóki właściciel nie uzyska tytułu eksmisji, co np. w Warszawie trwa około dwóch lat, a z apelacją – cztery lata, dziki lokator ma prawo mieszkać. Dopiero komornik z nakazem eksmisji może wyrzucić niechcianego lokatora z mieszkania. Dlaczego tak długo zajmuje sądowi wydanie wyroku – nie wiadomo. I nie wiadomo dlaczego nie zrobiono przez lata nic w tej sprawie.

Na szczęście żyjemy w kapitalizmie i skoro jest popyt, to pojawia się odpowiedni „towar”. Pojawiło się Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego. Jak ono działa – na przykładzie. Kilka lat temu w internecie pewien użytkownik zwrócił się do internautów o pomoc:

– w moim mieszkaniu przebywają dzicy lokatorzy, bez meldunku, z rozwiązaną umową,
– nie płacą, dewastują mieszkanie, nie chcą go opuścić, płacę za nich rachunki,
– nie mogę sprzedać mieszkania, nie mogę ich wywalić, nie mogę zrobić nic,
– proszę kilku z Was (nawet kilkunastu) o wspólne zamieszkanie z ‚rodzinką’.

CBBP na podstawie umowy z właścicielem wprowadziło do mieszkania dwóch swoich pracowników, którzy jako administratorzy mieszkania upoważnieni przez właściciela sprawdzali, czy lokal jest należycie utrzymywany, czy nie ma w nim żadnych szkód spowodowanych przez lokatora i czy pieniądze są wpłacane w terminie. Odpowiednio wyglądali, zamontowali kamery i całą dobę rejestrowali życie lokatorów. Dzicy lokatorzy wezwali policję (!), która jednak stwierdziła, że dodatkowi lokatorzy przebywają w lokalu legalnie. Dzicy lokatorzy wkrótce wyprowadzili się.

Dzikich lokatorów broni Komitet Obrony Praw Lokatorów. Zdaniem Komitetu, nawet w takich oczywistych sprawach trzeba czekać, aż sprawę rozstrzygnie sąd.

Czy nie można by zaskarżyć ułomności prawa i żądać jego zmiany? Tylko ile lat czekałoby się na wyrok?

* * *

3 marca we wszystkich polskich diecezjach obchodzono Dzień Modlitwy i Pokuty za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich. Okazją do przebłagania Chrystusa za grzechy pedofilii była modlitwa podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej:

“Panie Jezu Chryste, naszą Drogę Krzyżową odprawiamy także jako wynagrodzenie za grzechy ludzi Kościoła: za niewierności, zdrady i zgorszenia, którymi raniliśmy Twoje Boskie serce. Szczególnie chcemy błagać Cię o przebaczenie za najcięższe grzechy: wykorzystywanie seksualne dzieci przez niektórych z naszych współbraci i współsióstr”.

Abp Wacław Depo:

„Prośmy najpierw Pana, jak to czynił w Środę Popielcową 2000 r. św. Jan Paweł II, o przebaczenie grzechów wszystkich wierzących, a szczególnie osób duchownych. Chcemy to czynić ze względu na więź, która w Ciele Mistycznym łączy nas z innymi i choć nie ponosimy osobistej odpowiedzialności za grzechy innych członków Kościoła, to jednak dźwigamy ciężar ich błędów i win. Spośród wielorakich grzechów Kościół szczególnie potępia grzechy pedofilii i wznosi modlitwę przebłagania za niegodziwe czyny ze strony duchownych czy świeckich wobec małoletnich”.

Na tym praktycznie zakończyły się działania polskiego Kościoła w tej sprawie. Biskupi nie widzieli potrzeby zadośćuczynienia ofiarom, a nawet spotkania się z nimi, o co występowała Fundacja „Nie lękajcie się” zrzeszająca ofiary pedofilii kapłanów. Skoro wszystko w rękach Boga, to co tu człowiek może zrobić?

* * *

Pisałem już kiedyś, że za czasów PRL, w kabarecie „Owca” Jerzy Dobrowolski opisywał taką sytuację: dwie podobne rakiety – jedna radziecka, druga amerykańska – zostały wystrzelone na podobne orbity. Pytanie: która z nich jest lepsza? Odpowiedź: oczywiście radziecka. No dobrze, pytał Dobrowolski, ale dlaczego? Nie było odpowiedzi.

Oczywiście wiadomo: nasi przyjaciele są lepsi a wrogowie gorsi.

Teraz mamy podobną sytuację. Dwaj przywódcy państw, jak napisano, zacierają ręce z powodu brexitu i osłabienia Unii Europejskiej. Jeden z nich to Putin – nasz wróg, który źle nam życzy i cieszy się, że stajemy się słabsi, a drugi Trump – nasz przyjaciel, który chce, żebyśmy byli silni i w razie czego na pewno nas obroni.

* * *

Bawimy się tu czasem w żonglowaniu sondażami. Niektórzy z komentatorów przedstawiają sytuację przed wyborami w tonie „Albo Koalicja Europejska, albo śmierć!”. Wyobraźmy sobie, że Koalicja wygrywa wybory do sejmu i już po roku udaje jej się dogadać, kto czym rządzi i jaki program będą realizować. Wracają stare dobre czasy. Otóż nie były one takie dobre, a partie wówczas rządzące nie wykazały w ostatnich latach żadnej chęci, aby zweryfikować dawne postawy i błędy i zapowiedzieć coś pozytywnego.

Pięć lat temu Agnieszka Wołk-Łaniewska pisała:

Trybunał [za rządów PO-PSL] zaklepał wprowadzenie religii do szkół, wystawianie stopni z religii na świadectwach, ochronę wartości chrześcijańskich, finansowanie uczelni katolickich przez państwo. Nie pozwolił na stosowanie aborcji z przyczyn społecznych. Odmówił zajmowania się Komisją Majątkową rządu i episkopatu i jej przekrętami, bo przestały już obowiązywać przepisy o tej komisji, ale nie miał obiekcji, żeby zająć się stanem wojennym, który przecież nie obowiązywał już w 2011 roku od wielu lat. Nie miał nic przeciwko zbiorowemu karaniu ludzi przez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Odrzucił skargę Dody skazanej za obrazę uczuć religijnych, a na zarzut, że ustawa ta nie chroni praw niewierzących, odpowiedział, że obraza tych uczuć może dotyczyć „jedynie osób wyznających jakąś religię”. Klepnął tzw. klauzulę sumienia, która pozwala lekarzowi odmówić leczenia pacjentki i nie wskazywać innego lekarza, który nie narzuca pacjentom swego sumienia. Całkiem niedawno zaklepał ustawę o możliwym karaniu więzieniem za „demonstracyjne okazywanie w miejscach publicznych lekceważenia Narodowi Polskiemu, Rzeczpospolitej Polskiej, a także jej konstytucyjnym organom”.

Czy chociaż w jednej z tych spraw PiS by się nie podpisał obiema rękami pod orzeczeniami Trybunału?

Ale komentarze są takie: odłóżmy wszystkie sprawy na po zwycięstwie. Taki pogląd lansuje m.in. Barbara Nowacka. Wątpię, czy jakąkolwiek ze spraw dla niej ważnych uda jej się załatwić.

Nie podzielam tego poglądu. Uważam, że rzeczywistość trzeba zmieniać, zmieniając poglądy elektoratu (tej części, która jest podatna na zmiany, a nie jest ona mała), zyskując zwolenników swoich projektów. Poruszanie tych tematów uruchamia ludzi, którzy myślą podobnie i tych, którzy nie głosują, bo nie mają na kogo. Nie odpowiada mi sytuacja, kiedy partie siedzą cicho, żeby nie drażnić twardogłowych i debata publiczna ogranicza się do licytacji kto jest lepszym patriotą, kto bardziej ceni „żołnierzy wyklętych” i kto lepiej będzie bronił Polaków przed niebezpiecznym światem, który na nas czyha.

* * *

Są dostępne wskaźniki, które pokazują, jak bardzo zanieczyszczone są warzywa czy owoce. To dla miłośników żywności ekologicznej – można kontrolować czy nabywane produkty rzeczywiście spełniają warunki ekologii. Są też wskaźniki zanieczyszczenia powietrza i rano w TVN24 prezentowane są dane dotyczące największych miast w Polsce. Marzy mi się podobny wskaźnik, który by pokazywał ilość prawdy lub kłamstwa w prezentowanych wiadomościach.

W internecie bez przerwy mamy rewelacje dotyczące odżywiania, a każdy prezentowany produkt zastępuje najlepsze lekarstwa. Gdyby obok wyświetliła się informacja, np. „ilość prawdy 0,6%”, to byłoby bardzo pomocne.

W oświadczeniach polityków zapewne nie ma więcej prawdy, ale takie wskaźniki pomogłyby łatwowiernym wyborcom skorygować swoje poglądy. Może dla polityków powinny być wskaźniki kłamstwa. Np. przy Macierewiczu stale pokazywano by informację w czarnym kolorze z napisem „100% kłamstwa” czy „pieprzy jak zwykle”. Jeżeli jeszcze dałoby się zweryfikować dawne wypowiedzi polityków i porównać z aktualnie prezentowanymi, mielibyśmy (szczególnie osoby o krótkiej pamięci) obiektywny obraz polityka. Na przykład wskaźnik pokazywałby w procentach, jak konserwatywny polityk z latami stawał się w swoich wypowiedziach coraz większym demokratą i liberałem. I tu znowu Kościół byłby na specjalnych prawach, bo, pominąwszy wypowiedzi na aktualne polityczne tematy, nie można zweryfikować tego, co mówi o sprawach wiary, przynajmniej póki grożą kary za obrazę uczuć religijnych.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki 5.jpg
C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki 6.jpg
C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\mleczko 8.jpg

* * *

Wiele znanych osób startuje w wyborach do Europarlamentu. Ich zwolennicy obawiają się, że oderwą się oni od spraw krajowych, gdzie odnosili pewne sukcesy. Niepotrzebnie się martwią.

Proszę spojrzeć na koszmarnego nudziarza Ryszarda Czarneckiego. Był on nawet jednym z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, zanim go wyrzucono za porównanie Róży Thun do szmalcowników. Stale go widzimy w telewizji, a TVN24 zasięga jego cennych opinii (tfu!). Niemal wszyscy europarlamentarzyści stale zajmują się komentowaniem polityki polskiej. Na pewno też europarlamentarzyści z ramienia PiS będą woleli pogadać tu w kraju w znanym im języku, zamiast uczyć się polityki europejskiej. Niestety, nic się nie zmieni.

Objawem zmiany byłoby niezapraszanie do mediów osób, które się skompromitowały, okazały się kłamcami czy wygłaszały poglądy antysemickie, rasistowskie. Ale wtedy zniknęłoby z mediów mnóstwo polityków, a media nie wiedziałyby co robić, żeby zachęcić ludzi do swoich programów.

* * *

Trochę optymizmu:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\szczęście.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
Oznaczone jako