Zbigniew Szczypiński: Bój to jest ich ostatni…

17.03.2019

Słoneczko wyżej, do wyborów bliżej – tak można by sparafrazować znane powiedzenie Polaków oczekujących wyzwolenia spod hitlerowskiej okupacji. Sikorski nie przybył, ale okupacja się skończyła, bo wojna się skończyła.

Po majowych wyborach nie będzie zmian w polityce krajowej. Te wybory są do Parlamentu Europejskiego – mówienie takich oczywistości nie miałoby sensu, gdyby nie fakt, że całość kampanii wyborczej Zjednoczonej Prawicy, kampanii prowadzonej pod dyktando jednego człowieka, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, została sformatowana tak, że warto przypominać nawet takie oczywistości.

Jarosław Kaczyński wie, on może najlepiej, że tu nie chodzi o jakichś tam europarlamentarzystów. Ci, którzy znajdą się z list Zjednoczonej Prawicy w Brukseli i tak nic tam nie będą mieli do powiedzenia. PiS należy bowiem do marginalnej rodziny politycznej w Parlamencie Europejskim — i to czy europarlamentarzystów PiS będzie 12, czy 20 nie ma żadnego znaczenia dla polityki europejskiej.

To dlatego wszystkie konwencje PiS, wszystkie wystąpienia Kaczyńskiego i Morawieckiego dotyczą spraw wewnętrznych, polskich — a cała kampania prowadzona jest tak, jakby to były wybory do polskiego Sejmu i Senatu. Wybory, które, przypomnijmy, planowane są na jesień tego roku. Wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego jest ważny, bo ewentualny w nich sukces lub porażka wpłynie na wybory krajowe.

To wybory krajowe przesądzą o wszystkim. O tym, czy Jarosław Kaczyński domknie układ autorytarnej władzy i pogrąży Polskę i Polaków w odmętach swojej chorej wyobraźni.

To naprawdę będą wybory.

Wsłuchując się w głosy biorących udział w obecnej kampanii wyborczej przedstawicieli rządzącego obozu, słuchając kolejnych wystąpień ich lidera – Jarosława Kaczyńskiego – można dojść do następującego, prostego jak konstrukcja cepa, wniosku – w tych wyborach staną naprzeciw siebie dwie Polski, dwa plemiona różniące się systemem wartości, wizją świata i miejsca człowieka w tym świecie, wizją opartą na wierze albo na wiedzy, spoglądających wstecz, w historię, w to, co już było i jest znane, albo patrzących w przyszłość i budujących w tej przyszłości swoje miejsce i upatrujących tam szanse na swój, ale i zbiorowy sukces Polski i Polaków, myślących o sobie jak o Polakach albo jak o Polakach będących obywatelami UE.

Zetrą się dwie Polski.

Jarosław Kaczyński rozdaje pieniądze, tuż przed wyborami, tak aby beneficjenci nie zapomnieli, kto im te pieniądze dał i pamiętając o darczyńcy – wrzucili swoją kartkę wyborczą ze wskazanym przez niego kandydatem. To prosta gra – zrozumie ją każdy, nawet najprostszy człowiek, co to nigdy nie zajmował się politycznym „młynem”, trójpodziałem władz, niezależnością mediów, niezawisłością sądów. Tu pieniądze, a tu kartka wyborcza. Coś za coś – proste i klarowne.

W nadchodzących wyborach, tych w maju i tych jesiennych policzymy się. Nie trzeba żmudnych analiz, szacunków i przybliżeń, żeby wiedzieć, gdzie jest większość. Polska zacofana, kościelna, zorientowana na to, co było i bojąca się każdej nowości, każdych „obcych”, jest w mniejszości. W mniejszości, ale zdeterminowanej. Takiej, która, gdy trzeba, w deszcz i niepogodę pójdzie do wyborów w przeciwieństwie do wielkomiejskiego elektoratu, którego frekwencja wyborcza w znacznym stopniu zależy od pogody.

W wyborach, jakie przed nami najważniejszą sprawą będzie motywacja i to szczególne napięcie emocjonalne, jakie ma towarzyszyć głosowaniu. Żadne tam szczegóły programowe, niuanse w terminach dochodzenia do likwidacji węgla jako podstawy energetycznej naszej gospodarki, nawet nie licytacja na programy socjalne – to są bardzo ważne rzeczy, ale są rzeczy ważniejsze z tą najważniejszą, jaką jest odsunięcie Jarosława Kaczyńskiego od władzy.

Wybory majowe z narzuconą przez Kaczyńskiego osią podziału wobec środowisk LGBT to dobra okazja, by walczyć z ciemnogrodem, waląc przy okazji w polski kościół hierarchiczny, kościół dostarczający wielokrotnie lepszej amunicji niż warszawska deklaracja LGBT+. Zamiast tłumaczyć się za Trzaskowskiego i Rabieja niech wszyscy aktorzy na scenie politycznej używając rozumu, walą w „pisowski” ciemnogród jak w bęben. I nie ma tu miejsca na jakieś takie relatywizowania, że ja, jako członek kościoła to tu się zgadzam, a tam to już nie. To nie ten czas, tu nie o subtelności chodzi – tu chodzi o wszystko!

Wstępne prognozy dotyczące wyników wyborów majowych są optymistyczne. PiS, mimo rzucenia nieistniejących pieniędzy, nie uzyskał przyrostu poparcia. Koalicja Europejska, mimo że było to bardzo trudne przedsięwzięcie, uzyskała sukces. Teraz tylko nie zepsuć — a prawdziwe wyniki, nie sondaże, dadzą dobry punkt startu do tych wyborów jesiennych, do polskiego Sejmu i Senatu.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
Print Friendly, PDF & Email