To tylko Wietnam?

Serial dokumentalny na Netfliksie, dziesięć półtoragodzinnych odcinków. 
„Wojna wietnamska”. Dla osób o twardych nerwach, bo pokazuje prawdziwą wojnę, gdzie wszyscy są przegrani. Niektórzy trochę więcej – prawie 60 tysięcy zabitych Amerykanów, około 2 milionów (!!!) Wietnamczyków, głównie cywilów. Ci cywile zabici przede wszystkim przez bomby zrzucane przez niewidzących nawet swych ofiar pilotów (zrzucono więcej bomb niż w czasie całej II wojny światowej), ale były też incydenty rozstrzeliwania bezbronnych kobiet, dzieci (niemowląt też), starców przez psychopatycznych żołnierzy. Jak to na wojnie, łatwo traci się kontrolę nawet nad własnymi siłami. 

Najbardziej uderzył mnie fakt, że trudno powiedzieć, w którym momencie Ameryka zrobiła błąd. Nie było jednego dużego błędu, były kolejne trudne do uniknięcia pomyłki w ocenie determinacji przeciwnika, Wietnamu Północnego, i skali korupcji sojusznika, Wietnamu Południowego. Było na początku drobne ustępstwo wobec sojusznika europejskiego, Francji, która, wcześniej upokorzona własną klęską w Indochinach, wymusiła na Ameryce odrzucenie oferty współpracy ze strony Ho Chi Minha. Tak, tak, ten wietnamski „komunista” liczył początkowo na pomoc liberalnych Stanów, ale tak szanowany de Gaulle, grożąc współpracą z ZSRR, storpedował to rozwiązanie.

A potem wir zaczął Amerykę wciągać coraz bardziej i coraz trudniej było się z niego wyrwać. Bo urażona ambicja polityków, bo „honor” narodu, bo drobne na początku kłamstwa Johnsona i Nixona trzeba było przykrywać kłamstwami większymi, bo presja kolejnych wyborów nie pozwalała przyznać się do porażek i prowadziła do klęsk coraz dotkliwszych. Aż w końcu trzeba było strzelać do protestujących własnych studentów (4 osoby zginęły wówczas w tak miłującej wolność wypowiedzi Ameryce) i nazywać ich zdrajcami, którą to opinię podzielała zresztą większość Amerykanów  (!).

Historia stara jak świat, pożar na początku można ugasić szklanką wody, ale jak się przegapi ten moment, to potem i dziesięć wozów strażackich nie pomoże.  Tak było z hitlerowskimi Niemcami, tak było z amerykańską wojną w Wietnamie.  Ale jak pisał Hemingway „nigdy nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie”, dlatego zastanawiam się, czy my już nasz punkt zwrotny przegapiliśmy? Odpowiedź na to pytanie poznamy chyba w tym roku.

Jarosław Morawski

Print Friendly, PDF & Email