Zaczyna się…

Czas wzmożenia moralnego za nami. Wystarczyła kilka dni i parę „afer” opisanych przez media, aby znikła atmosfera, jaka panowała bezpośrednio po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza.

Naturalnej kandydatce do urzędu Prezydenta Miasta Gdańska, zastępczyni zamordowanego Pawła Adamowicza, Aleksandrze Dulkiewicz, sprawującej obecnie z nadania premiera funkcje komisarza, przybyło już kilku kandydatów, którzy zgłosili chęć startu w wyborach wyznaczonych na początek marca. Będzie się działo…

Po pogrzebie uwagę opinii publicznej zaczęły zaprzątać sprawy mniejszych lub większych afer, związanych z obozem rządzącym, z jego mniej lub bardziej prominentnymi przedstawicielami. Wszystkie one, łącznie z tą ostatnią, ukazującą rolę Jarosława Kaczyńskiego w tworzeniu zaplecza finansowego rządzącej partii, potwierdzają oczywistą tezę o budowaniu przez Jarosława Kaczyńskiego państwa oligarchicznego na wzór węgierski.

Afera KNF i skandal wokół Narodowego Banku Polskiego, aresztowania byłych rzeczników Ministerstwa Obrony Narodowej i posłów PiS – członków sejmowej komisji obrony narodowej, urzędników firm zbrojeniowych, wyciek do mediów taśm z narady w biurze PiS na Nowogrodzkiej – to wstęp do tego, co nas czeka w nadchodzącej kampanii wyborczej.

Sensem tej walki jest zapanowanie nad emocjami wyborców. Te same fakty przedstawiane są diametralnie różnie przez konkurujące obozy polityczne. W tej walce nie chodzi o prawdę, chodzi o narzucenie swojej opowieści o tym, co dzieje się w Polsce i na świecie.

Tu naprawdę nie liczą się ograniczenia prawne ani ekonomiczne. Na tę walkę nie będą miały większego wpływu postanowienia unijnych Trybunałów. W tej walce o wynik wyborów władza zrobi wszystko – a nawet więcej – aby uzyskać wynik korzystny dla siebie. Powód tej determinacji jest prosty.

Wystarczy pomyśleć: co stałoby się w kraju, gdyby PiS przegrało wybory i musiało oddać władzę?

Taki scenariusz nie jest jednak brany pod uwagę przez rządzących. Argument, że przecież już raz Kaczyński oddał władzę po przegranych wyborach, jedynie wzmacnia tezę, że drugi raz tego nie zrobi.

Rząd ma wszystkie karty w ręku. Sejm, Senat, prezydenta, prokuraturę i wszystkie służby, część sądów, media tak zwane publiczne, armie urzędników i działaczy już uwłaszczonych na państwowym majątku, hierarchiczny kościół katolicki i jego ambony. To jest poważna siła.

W nadchodzących miesiącach będziemy świadkami wielu działań – takich jak właśnie procedowane w sejmie prawo, przyznające świadczenia emerytalne wielodzietnym matkom – to dobrze brzmi, a kosztuje niewiele. Pieniądze na te świadczenia pewnie się znajdą po zmianie i uszczelnieniu programu 500 + albo z innych jakichś rezerw. W kampanii wyborczej rząd da nawet to, czego nie ma, a obieca wszystko.

To w programie – chleb dla ludu; a co z igrzyskami?

Zapowiedzią igrzysk dla ludu jest aresztowanie byłego prezesa Orlenu, prezesa za czasów Donalda Tuska, co skwapliwie pokazała „kurwizja”. Aresztowania „pisiewiczów – misiewiczów”, szefów KNF-u i pewnie jeszcze paru małych funkcjonariuszy systemu państwa PiS traktować należy jako podbudowę narracji: wszyscy są równi wobec prawa, u nas nie ma świętych krów. Prawdziwym testem będzie to, co zrobi prokuratura Ziobry ze sprawą Jarosława Kaczyńskiego i tego, co wynika z nagrań dokonanych w jego biurze. Opowieści, płynące z obozu Prawa i Sprawiedliwości, że to laurka wystawiona przez Gazetę Wyborczą prezesowi – naczelnikowi, to dowód na to, jaki to jest kłopot. Nie ma już Jarosława-Pustelnika, co to w skromnej chatce, z kotem całe dni i noce martwi się o los Polaków i Polski. Teraz, zdaniem znaczących polityków Zjednoczonej Prawicy, mamy widzieć wytrawnego biznesmena, przestrzegającego wysokich standardów uczciwości, negocjującego kontrakt na budowę wież K-Towers, jednego z najwyższych obiektów w Warszawie, budowanego przez Spółkę Srebrna za – drobiazg – miliard trzysta milionów złotych.

Majątek, którym dysponuje partia rządząca, to nie drobiazg. Na fali zainteresowania wstrzymaną inwestycją budowlaną, w mediach, w sieci, łatwo można znaleźć informacje o jej skali. Aż się prosi, by przypomnieć słynne zdanie samego Lecha Kaczyńskiego, wygłoszone w kontekście majątków najbogatszych Polaków – „jeżeli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma – trzeba zapytać skąd”.

Pytań związanych z tą sprawą będzie więcej. Ciekawe, jak zachowa się podległa Ziobrze prokuratura. Może być ciekawie.

Sprawy bieżącego młyna politycznych wydarzeń nie mogą i nie powinny jednak całkowicie przysłaniać wszystkich innych.

Może trochę na przekór temu co się dzieje (i co pewnie dziać się będzie w naszej polityce), chciałbym zaproponować i gorąco polecić lekturę najnowszej książki Yuvla Noaha Harariego – „21 lekcji na XXI wiek”.

To już kolejna – trzecia – książka tego autora na polskim rynku. I według mnie, najlepsza. W porównaniu do poprzednich, a zwłaszcza do HomoDeus, te 21 lekcji to zestaw krótkich, świetnie napisanych esejów, pełnych informacji i interesujących uogólnień i wniosków.

Gdybym miał wypisać listę przymiotów charakteryzujących ostatnią książkę Harariego to byłyby to takie:

  1. Aktualność – Harari operuje przykładami zdarzeń i postaci z pierwszej połowy 2018 roku. To ważne – książka przynosi ogrom faktów z wielu kultur, odwołuje się do osób i zdarzeń sprzed wielu tysięcy lat, jak to zwykle, gdy czytamy książkę profesora historii ale jest również osadzona w teraźniejszości.
  2. Prostota – w książce nie ma ani jednej tabeli, ani jednego wykresu. Nie ma nawet jednego, tak prostego wzoru, jak słynne E = mc2.
  3. Precyzja – autor przywołuje ogromną liczbę danych i faktów z wielu dziedzin wiedzy, z wielu kultur, krajów, religii, systemów politycznych –– podając definicje, daty, fakty, nazwiska.
  4. Atrakcyjność – to się świetnie czyta, to nie jest uczona „cegła”. Jest to napisana w najlepszym stylu gorąca publicystyka. O nas, o świecie, który nas otacza, o nieuchronnych zmianach, jakie w nim nastąpią.

To jest naprawdę książka, którą warto przeczytać, przegadać – pozwoli to na inne spojrzenie na nasze polskie piekiełko i nadchodzące igrzyska.

avatar


Zbigniew Szczypiński

Socjolog, polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni. Poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email