Niedobrze być aktywistą, zwłaszcza gdy ma się ochotę paplać na Facebooku, co komu w głowie kołacze się i jarzy. Pod koniec kwietnia minionego roku Jolovan Wham, młody człowiek czynny obywatelsko w Singapurze, napisał na swym koncie, że „w sprawach trącących polityką sędziowie malezyjscy są bardziej niezależni od tych z Singapuru”.

Nie minęło pół roku, a wysoki sąd tamtejszy uznał Whama za winnego „zniesławienia władzy sądowniczej”. W obronie pyskacza stanął polityk z opozycyjnej Singapurskiej Partii Demokratycznej John Tan. Ten uznał z kolei, że wysuwając taki zarzut prokuratura nic tylko potwierdziła słowa Whama. Zdziałał tyle, że został oskarżony z identycznego paragrafu. Obu grozi do trzech lat więzienia i grzywna do 100 tysięcy dolarów singapurskich (ok. 73 tys. dolarów amerykańskich). Wyrok w obu sprawach dotyczący kar nie został jeszcze ogłoszony.

Sprawy Whama i Tana to pierwszy efekt nowego prawa ścigającego „pogardę wobec sądów”. Poprzednio do wszczęcia sprawy potrzebne było uznanie, że jakieś działanie tworzyło „realne ryzyko” podważenia pozycji sądów. Po nowelizacji, która weszła w październiku, o takim przestępstwie można mówić już wtedy, gdy powstaje ryzyko bezprzymiotnikowe, tzn. nie musi być „realne”.

Nie bardzo wiadomo, po prawdzie, po co komu było ostrzenie paragrafów, skoro przedtem kłopoty ze ściganiem „pogardy” okazywanej sądom nie były chyba zbyt wielkie. Dziesięć lat temu, trzech mężczyzn, w tym pan Tan, skazano za pokazanie się w Sądzie Najwyższym Singapuru z kangurami w togach na koszulkach. Brytyjski dziennikarz przesiedział 6 tygodni w areszcie za artykuł krytykujący karę śmierci obowiązującą w państwie-mieście.

Koneksje w tym państwie sztywnych zasad, hierarchii, atencji dla starszeństwa, zaś przede wszystkim porządku – nie mają znaczenia, i przynajmniej to się chwali. Li Shengwu — kuzyn obecnego premiera, a przede wszystkim wnuk ojca-założyciela niepodległego Singapuru, wielkiego Lee Kuan Yew, staje właśnie przed sądem za przypisywanie rządowi wybujałego pieniactwa a sądownictwu uległości.

Pan Wham boksuje się z władzami nie od dzisiaj i na pogardzie dla sądu bynajmniej nie skończył. Czeka ponadto na werdykty sądowe w sprawie zorganizowania bez stosownej zgody zebrania na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa tudzież z powodu innych przewin porządkowych.

Szczegółów byłoby więcej, ale nie o nie chodzi. Poza konstatacją, że czystość, porządek i pokój społeczny nie chodzą raczej w parze z demokracją, uwagę zwraca wytrawny, jak trzeba, paradoks, że w jednym kraju za pogardę dla sędziów i sądów władza swym ultrasom plusy daje, a gdzie indziej – tam, gdzie ów wymarzony ład i ordnung panuje, kraty chce fundować i gdy zeźli się- funduje.

Jan Cipiur

Print Friendly, PDF & Email