Kolęda polska, z Gdańska

Kiedy byłem dzieckiem, wojna wydawała mi się odległą przeszłością – baśnią, opowiadaną przez dorosłych. Nie potrafiłem sobie wyobrazić okrucieństwa, cierpienia. Potem, z czasem, wojna jakby przybliżyła się, stając się możliwością, konkretem. Ale szczęśliwe dzieciństwo trwało i tak bardzo długo, gdyż jeszcze do niedawna nie wiedziałem, że nienawiść jest częścią naszej tożsamości narodowej.

Teraz wszyscy wydorośleli. Już wiemy, że nienawiść przyjmuje nie tylko werbalną postać. Ale to dosyć ogólna reguła. My jednak mamy już jej narodową wersję: Polak może zamordować drugiego Polaka z nienawiści. Dzisiaj i w przeszłości.

Zabójstwo Pawła Adamowicza nie tylko zatrzymało nas w rozwoju społecznym, ale cofnęło w historię; tak, jakbyśmy zapomnieli o ważnym składniku naszej tożsamości. Czy na pewno wiemy, kim jesteśmy? Czy uformowały nas tylko chlubne wydarzenia historyczne, nasze bohaterstwo, literatura, muzyka i wiara, czy może coś jeszcze, co boimy się nazwać, chociaż czujemy, że istnieje?

Bo dzisiaj jako naród natrafiliśmy na ścianę. Nie posuniemy się do przodu, zanim nie zrozumiemy, co się z nami dzieje. Dlaczego w obliczu takiej tragedii, są wśród nas Polacy, w tym wielu polityków, a nawet sam prezydent, publicyści, ogromna część prawicy, którzy chcą zminimalizować ten straszliwy mord, a nawet wyszydzić? Są katolicy, którzy złorzeczą tym, którzy już nie żyją. Nie ruszymy. Musimy zawrócić.

***

Analogia do zabójstwa pierwszego prezydenta odrodzonej Polski, Gabriela Narutowicza, jest wyraźna. Jest rok 1922. Politycy (nie wszyscy), księża i publicyści (nie wszyscy), szczują młodzież na ”żydowskiego prezydenta”. Tworzą powszechną atmosferę strachu. Ostrzegają, że Polska dostała się w szpony Żydów i socjalistów. I wreszcie Eligiusz Niewiadomski, zdeklarowany antysemita i nacjonalista, dokonuje mordu, strzelając trzykrotnie do prezydenta. Jak stwierdził potem – chciał Polskę wyzwolić. I jest dumny ze swojego uczynku.

Ale są i inne podobieństwa. Niewiadomski nie został okryty narodową hańbą. Po jego straceniu, jeszcze długo w kościołach odprawiano msze za duszę mordercy. W r. 1923 wielu narodzonych chłopców otrzymało niezwykle rzadkie imię Eligiusz. W hołdzie dla mordercy oraz aby w ten sposób upowszechniać „patriotyczne” postawy.

Dzisiaj wielu polskich nacjonalistów czci Niewiadomskiego jako bohatera.

Nienawiść – podobnie jak język czy tradycje – ma ciągłość; swoje kamienie milowe, bohaterów, jubileusze i „osiągnięcia”. Dla ludzi przepełnionych nienawiścią, zabójstwo Adamowicza to wydarzenie ważne, ale niekoniecznie smutne.

Od mordu na Narutowiczu upłynęło prawie 100 lat. Pozornie kawał czasu. Ale dzisiaj niemal każdy z nas odnajdzie się na ulicach ówczesnej Warszawy. Jest tam i prezes Kaczyński i prezydent Duda, są Ziemkiewicz i Wolski, jest Cejrowski, Pawłowicz, jest estradowiec Pietrzak, Międlar i wielu sieciowych hejterów. Jest ksiądz Dunin-Borkowski, który nie będzie się modlił za ”drania”. Ci sami ludzie i ta sama nienawiść.

I jeszcze jedno: wtedy też była zima, świąteczny czas. I ludzie śpiewali kolędy. Może nawet te same, co dzisiaj.

Przedstawiciele endecji domagali się, aby nie rozpamiętywać za bardzo postaci Narutowicza, aby nie mówić, że zabiła go nienawiść i atmosfera mordu. Chcieli „ciszy nad trumną”.

Podobnie dzisiaj – tuż po zabójstwie – pojawił się postulat, wysunięty przez PiS, aby nie upolityczniać wydarzenia. A w ogóle pogrzeb Adamowicza ma zbyt głośną oprawę i „umarłemu” nie należy się pochówek katolicki (Adamowicz był katolikiem, ale nie tym ‘właściwym’). Hejterzy, za Cejrowskim, porównują uroczystości pogrzebowe do atmosfery po śmierci Stalina, kiedy zapanowała histeria i przymusowy płacz. Większość czołowych polityków PiS ostentacyjnie opuściła salę sejmową podczas minuty ciszy w hołdzie dla zamordowanego Adamowicza. Prezydent Andrzej Duda w Bazylice Mariackiej nie podał ręki prezydentom Wałęsie i Kwaśniewskiemu. Hejterom muszą się takie słowa i gesty podobać. Już wkrótce powrócą do klawiatur, sal obrad, ambon i redakcji.

A czas jest piękny. Tak jak wtedy – zimowy. I kolęda się niesie. Zamiast opłatka rozpacz.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email