Krokodyle łzy

Na wypadek, gdyby kto nadal nie wiedział, jaka jest przyczyna gorączki szukania winnych dzisiejszego kociokwiku, odpowiadam: napastliwe i wojownicze splugawienie piękna polskiego języka, świadome zubożanie jego bogactwa, rozhermetyzowanie go poprzez edukacyjne zaniedbania i upowszechnienie knajackich manier, doprowadziło nas do histerycznego gmerania w genezach.

*

Naraz nieważne się stało, kto zainaugurował puszczanie pisemnych i mówionych bąków. Istotne było, że potraktowano reakcję na smród jako porażający przykład mowy nienawiści. Natomiast fakt, że celowo bagatelizowano występy zagrzewaczy do psucia wywalczonych osiągnięć naszego państwa i do łamania Konstytucji – porażający nie był. Przeciwnie, był promowany i nagradzany przez niemiłościwie panującą władzę. Załogę wylewającą teraz krokodyle łzy.

*

Ni stąd, ni zowąd zaczęliśmy przywykać do obrzucania gównem i wstąpił w nas płaczliwy duch brania po karku. Wszyscy zepchnięci tam, gdzie stało ZOMO, a więc zdradzieckie mordy, lewackie osoby przeciwne smoleńskim hucpom i amokom, cały ten podlejszego gatunku sort zajął się pokornym znoszeniem cięgów i w ten sposób – pod względem nadstawiania drugiego policzka do bicia – prześcignął w obłudzie geotermalnych katolików.

*

Błądzenie jest rzeczą ludzką, a słabostki są przyprawą życia. Nie ma ludzi bez wad, dodawaliśmy na pocieszenie, na osłodę mającą nas wyreklamować z ulegania psychicznym kalectwom. A choć dla siebie jesteśmy surowi, bezwzględni, apodyktyczni w kajaniu, to wobec sprawców narodowej zbrodni zachowujemy się z przesadną subtelnością: tępimy swoje źdźbła nie widząc belek w ich oku; jesteśmy pierwsi do wybaczania, ostatni natomiast do rzucania kamieniem.

Marek Jastrząb

Print Friendly, PDF & Email