Czy będzie przełom w Kościele?

Wprawdzie do spotkania na temat „Ochrony małoletnich w Kościele” jeszcze ponad miesiąc (21-24 lutego 2019), ale już warto się wsłuchiwać/wpatrywać i wczytywać w to, co się na ten temat mówi i pisze. Te dni mogą wstrząsnąć Kościołem, a na pewno wieloma episkopatami. Nie do wszystkich bowiem dotarło to, co się stało w Chile czy w USA, gdzie wielu biskupów bądź podało się do dymisji, bądź zostało do niej zmuszonych. Niektórzy dlatego, że sami dopuścili się zbrodni pedofilskiej, a inni dlatego, że te zbrodnie ukrywali.

W Polsce, jak dotąd, żaden biskup nie poczuwa się do podobnych wykroczeń. Ale już teraz niektórzy znawcy problemu mówią o zbliżającym się tsunami, inni, pewnie bardziej realistycznie oceniający to, co się w Kościele dzieje, powiadają, że żadnego przełomu nie będzie.

Jeden z najlepszych znawców watykańskiej kuchni, amerykański jezuita Thomas Reese (autor m.in. książki Watykan od wewnątrz) na łamach „National Catholic Reporter” – 18 stycznia 2019 roku wymienia pięć powodów, dla których lutowe spotkanie skazane jest na niepowodzenie.

Reese wspomina o trzech zasadach, które mają określać całe spotkanie: odpowiedzialność, obrachunek i przejrzystość; trudno jednak znaleźć argumenty, by spełniło ono pokładane w nim oczekiwania.

Po pierwsze, to czas trwania – cztery dni, to za mało. Większość ważnych spotkań w Watykanie trwa przynajmniej miesiąc.

Po drugie, oczekiwania związane z tym spotkaniem są za wysokie, a więc nierealistyczne.

Po trzecie, siłą tego spotkania ma być obecność stu przewodniczących episkopatów z całego świata, a więc pochodzących z bardzo różnych kultur, co skutecznie uniemożliwi znalezienie wspólnego rozwiązania. Poza tym wieku biskupów z globalnego Południa wcale nie uważa, że nadużycia seksualne wobec małoletnich, to poważny problem. Dzieje się tak, gdyż większość z nich nie zdaje sobie sprawy z powagi sprawy i popełnia dokładnie te same błędy, jakie były udziałem biskupów z USA przed rokiem 2002 (wtedy zostali zmuszeni do rekompensat ofiarom, które narzuciły sądy stanowe).

Po czwarte, spotkanie jest źle przygotowane i ma charakter wielkiej improwizacji. Papież nie powinien się radzić w tej sprawie biskupów (kolegialność), ale im wyraźnie powiedzieć jak mają się zachować w konkretnych przypadkach. Po piąte wreszcie papież myśli bardziej jako duszpasterz, a nie jako prawnik, a to oznacza długi proces dojrzewania samych biskupów do podejmowania właściwych decyzji.

Jaki z tego morał? Ano taki, że ani media, ani tym bardziej ofiary nadużyć księży nie powinni liczyć na dobrowolną zmianę postaw biskupów. Jedynym sposobem zmiany ich zachowań i mentalności jest presja zarówno media jak i samych ofiar na lokalne kościoły. To się sprawdziło w USA, Chile, Irlandii i wielu innych krajach. W tym również w Polsce.

Owszem – można się zastanawiać nad sposobami poinformowania papieża o lokalnych nadużyciach (ukrywanie sprawców, przenoszenie ich z parafii na parafię – nowe łowiska nieletnich ofiar, negowanie odpowiedzialności wbrew prawomocnym środkom), ale trzeba jednak pamiętać, że również papież Franciszek zmienia zdanie tylko pod wpływem presji zewnętrznej.

A próby kontaktów i dialogu z biskupami przypominają dialog, jak mi napisał jeden z weteranów walki o prawa ofiar nadużyć seksualnych kleru w Kościele katolickim, z grzechotnikiem. On wie, co mówi, bo na tym „dialogu” strawił niemal całe życie.

Może jeszcze będzie okazja, by o nim napisać, tym bardziej że jego tytaniczne wysiłki przyniosły wymierne skutki. Tak, że jego zdanie oparte jest na doświadczeniu.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email