Prawo z plasteliny

O tym, że nie potrafimy uczyć się na własnych błędach i że król jest nagi bez względu na szaty – pisało, mówiło, wydzierało się wielu. Wielu dziennikarzy z powołania ostrzegało przed skutkami bezkarnego rozprzestrzeniania się nienawiści.

Zabierało też głos zawzięte mrowie żurnalistów – hejterów, wynajętych do strzykania jadem za pieniądze. I to ich działalność przyczyniła się do powstania obecnej gnojówki. Lecz zauważmy: nie byłoby tej hołociej mobilizacji, gdyby nie polityczna zachęta do łamania prawa i stosowania przemocy.

Lecz mam zastrzeżenie:

żyjemy w społeczeństwie. Maniacy bezhołowia, kidnaperzy, mordercy, gwałciciele i kibole żyją poza nim. Są na marginesie dla szubrawców. Nie są ludźmi. Nie są moimi bliźnimi; gardzę nimi jako i oni — mną. Potępiam i wykluczam ze społecznych zachowań, ponieważ nie ma w nich miejsca dla łamiących zasady obowiązujące w grupie. Oskarżam ich o to, że dzięki nim rośne liczba chętnych wcielenia w krwawy czyn rzekomo niewinnych słów.

*

Są prawa sezonowo słuszne. Są prawem wyznaczonym przez pośpiech, a jego uchwalanie odbywa się w trakcie opętanego biegu.

Politycy i ich pomagierzy wypełniają stare podręczniki nowymi treściami. Od nowa piszą nowelizacje i zaciemniające wyjaśnienia. W pogardzie mają wcześniej sprawdzone kodeksy, monitory, tomiszcza principiów, nakazów i nieopublikowanych rozporządzeń.

Nowe prawidła są precyzyjne tylko do chwili uchwalenia. Co nie dziwi, gdyż mając niewyraźne przepisy szybciej na ich podstawie można wydać złą decyzję i przy tej okazji zyskać opinię profesjonalisty.

Moment potem trzeba je nowelizować. W ten sposób nasi parlamentarzyści mają zapewnioną rozrywkę w komisjach.

*

Uzależnione od nacisku społecznej atmosfery, wygodne są podczas stosowania jakiejkolwiek interpretacji.

Dzielą ludzi wedle rangi; dokonują podziału na tych, co mają gumowy charakter, oraz takich, których należy zmielić na otręby.

Moderują, przeinaczają, interpretują i ogłupiają dowodząc, że Ziemia jest częścią Imperium nazywanego Polska.

Tu opada mnie czkawka zastrzeżeń. Jakby ogarnęła mnie zawierucha sofistycznych myśli:

jeżeli ktoś ich przestrzega, to jak go nazwać? Jak określić, kim jest? Rygorystą, czy zaślepionym pętakiem? Bo, jak miecz Damoklesa wisi nade mną pewnik: prawa nieprecyzyjne są podatne na wyginanie. Pytam więc:

co to za prawo, które jest z plasteliny?

Marek Jastrząb

Print Friendly, PDF & Email