To gorzej niż amatorszczyzna

Henryk Markiewicz, jeden z moich nauczycieli akademickich, kiedyś udzielił mi dobrej rady, by zabierać głos tylko wtedy, kiedy nikt inny tego nie robi, a ja naprawdę się na sprawie znam.

Wydaje mi się, że takie sytuacje zachodzą rzadko, jednak mam wrażenie, że to, co się dzieje w polskim rządzie i w polskim kościele katolickim to gorzej niż amatorszczyzna, to głupota. Tak działo się zawsze, tzn. zawsze zdarzyły się niezbyt przemyślane decyzje czy wypowiedzi, jednak od Nowego 2019 Roku ten rodzaj zachowań przybrał formę wręcz systemowa.

Oto premier mianuje na ważne stanowisko działacza organizacji, której działania budzą zrozumiałe zdziwienie przyzwoitych obywateli, minister tego rządu pospiesznie wycofuje z kuriozalnych zapisów prawnych, nie biorąc przy tym zupełnie odpowiedzialności za własne zapisy. Jeden z najważniejszych hierarchów kościoła katolickiego, kardynał Nycz używa również kuriozalnych słów, że „nie można wchodzić w ich ukrywanie”, co poza nieporadną polszczyzną skrywa bezradność myślenia.

Potem jest już tylko gorzej.

Oto instytucja, która jest mistrzynią w ukrywaniu pedofilii, zdaniem tego hierarchy robi coś wręcz przeciwnego: „Myślę, że w kwestii nadużyć seksualnych, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku lat, a zwłaszcza w ostatnim czasie, Kościół w Polsce, jako jedno z niewielu środowisk, zrobił bardzo dużo w zakresie tego, co się nazywa szukaniem i ujawnianiem tych spraw, które nie powinny się nigdy zdarzyć. I za nie Kościół potrafi przepraszać i musi przepraszać, a także ujawniać. Kościół zrobił też już wiele, by zawsze odpowiednio reagować na wszelkie ujawnione przypadki nadużyć oraz maksymalnie wykluczać możliwość powtarzania się ich w przyszłości”.

Doprawdy trudno pojąć, dlaczego rozsądny skądinąd kardynał Nycz (wielokrotnie w czasach jezuickich, pracując w Krakowie, doświadczyłem jego praktycznego i rozsądnego podejścia do wielu spraw) dołączył do grona kolegów w biskupstwie, którzy idą w zaparte i opowiadają dyrdymały o tym, jak to walczą z pedofilią wśród kleru i jednocześnie odmawiają spotkań z ofiarami nadużyć seksualnych kleru i udają, że organizacja „Nie lękajcie się” zajmująca się tymi właśnie sprawami nie istnieje.

Wreszcie muszę jeszcze raz nawiązać do niezwykłych wprost talentów medialnych papieża Franciszka, który po raz kolejny zaklina rzeczywistość i powtarza, jak bardzo mu zależy na wykorzenieniu nadużyć seksualnych w kierowanej przez siebie instytucji, a nie próbuje nawet nazwać ich przyczyn, nie wspominając o instytucjonalnych rozwiązań. Nie chodzi przy tym tylko o celibat, ale i typ duchowości promowanej konsekwentnie, której najwyższym stopniem wtajemniczenia zdaje się bezkrytyczne posłuszeństwo i uwielbienie dla przełożonych.

Na koniec, wracając do mądrej rady profesora Hneryka Markiewicza. Wprawdzie nie znam się na polityce obecnego rządu ani na kościelnej polityce papieża czy polskich biskupów, jednak zdrowy rozsądek mi podpowiada, że w tych trzech przypadkach mamy do czynienia nie tyle z amatorszczyzną, ile przede wszystkim z krótkowzrocznością, którą w poetyce felietonu pozwalam sobie nazwać głupotą. Jej pierwszymi ofiarami są oddani jej kultowi, a więc właśnie wspomniany rząd, papież i biskupi. Można w tej diagnozie dostrzec niepoprawny optymizm, ja widzę w niej odruch zdrowego rozsądku.

avatar


Stanisław Obirek

Profesor


Polski teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita.

Print Friendly, PDF & Email