Najważniejsze pytanie na rok 2019

Za kilkadziesiąt godzin skończy się rok 2018 i wejdziemy w kolejny 2019. To całkowicie umowna chwila, zmieniamy kalendarze, bilansujemy miniony rok, podejmujemy jakieś zobowiązania na nadchodzący – mimo że w przyrodzie żadnej skokowej zmiany nie ma, bo być nie może.

Zawsze fascynowała mnie ta dysproporcja pomiędzy światem fizykalnym a społecznym, rytuał zmiany daty, którego nic nie tłumaczy, a on nadal trwa i nic nie wskazuje, aby coś miało ulec zmianie.

Nie będę silił się na podsumowanie mijającego roku. Jaki był, każdy widzi!

Bardziej interesujące — po prostu ważniejsze — wydają mi się wszystkie próby przewidywań dotyczących tego, co wydarzy się w nadchodzącym roku.

No to spróbujmy!

Na wstępie powiem, że moje przewidywania dotyczyć będą tylko naszego polskiego podwórka. To jest istotne zastrzeżenie – Polska nie jest bowiem pępkiem świata, nie jest nawet znaczącym krajem w Unii Europejskiej. Polska jest krajem średniej wielkości, o średnim potencjale gospodarczym, krajem co do liczebności piątym w obecnej UE. Tylko tyle i aż tyle.

Nie znaczy to, że nie należy uwzględniać tych wszystkich zależności i wpływu na sytuację w naszym kraju tego, co dzieje się w zglobalizowanym i coraz bardziej globalizującym się świecie. Na użytek tej prognozy wszystkie zagrożenia cyfrowego świata, postępującej „płynnej nowoczesności” (jak mówił Zygmunt Bauman), wszystkich skutków nieprzewidywalności Donalda Trampa, stałej przewidywalności Donalda Tuska, rozpadu UE w jej dotychczasowym kształcie, tworzącego się nowego chińskiego ładu światowego czy przewidywanej ekologicznej katastrofy na znacznych obszarach naszego globu – są ważne, ale pomijam je w pełni świadomie.

Co zatem po takiej redukcji metodologicznej zostaje?

Rok 2019 to rok trzykrotnych wyborów. Wyborów do Parlamentu Europejskiego, do Sejmu i Senatu oraz wyborów prezydenckich. To komplet wyborów meblujących scenę polityczną.

Od ich wyników zależeć będzie wszystko – nasze miejsce w UE, demokracja i praworządność, wolność słowa, niezależność mediów. Wyniki tych wyborów odpowiedzą na pytanie/marzenie Jarosława Kaczyńskiego: Czy będzie w Warszawie Budapeszt?

Tu nie trzeba mieć dużej wyobraźni socjologicznej czy politycznej; w ogóle – żadnej, aby wiedzieć, że wygrana obozu Zjednoczonej Prawicy jest możliwa. Bo władza w roku wyborczym da wyborcom nawet to, czego wcale nie ma. Da wszystkim wątpiącym i niezdecydowanym. Da im pieniądze, przywileje, da nadzieję. Jak będzie trzeba, to zagra strachem, jak będzie trzeba, to uruchomi igrzyska dla ludu. Rozpocznie procesy wszystkich przeciwników – których oskarży o zdradę; dyplomatyczną, wojskową, gospodarczą.

Igrzyska dla ludu stosowane były jako patent na rządzenie od czasów starożytnych, a i w obecnych możemy pokazać liczne tego przykłady.

To w wariancie gry na zwycięstwo przy urnach, w procedurach wyborczych. Na straży tych procedur stał wybitny sędzia, który kończy właśnie swoją kadencję. Kogo wybierze Sejm, zdominowany przez obecny układ rządzący, łatwo zgadnąć, a patrząc na „wybitne” postaci zasiadające z woli rządzących w Sądzie Najwyższym, nietrudno przewidzieć, że to dyspozycyjność będzie kryterium przesądzającym …

Nie po to bowiem rząd „dobrej zmiany” walczył o przejęcie sądownictwa, o Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sadownictwa, Sąd Najwyższy, sądy powszechne – aby w godzinie próby, gdy to Sąd Najwyższy ogłasza werdykt o ważności wyborów nie skorzystać z możliwości, jakie daje władza nad sądami i łatwość skorzystania ze „swoich” sędziów.

To są proste reguły, tak działają wszystkie złożone systemy organizacyjne; a państwo jest takim systemem.

Jesteśmy w przededniu Nowego Roku.

Czy jest ktoś, kto może z całkowitą pewnością podać kalendarz wyborów na 2019? Czy wiemy na pewno, że wybory odbędą się w przewidywanych terminach? A może — dla swoich korzyści, dla zwiększenia szansy wygranej — Jarosław Kaczyński zdecyduje, a posłuszne Sejm i Senat (o prezydencie nie wspomnę) zatwierdzą termin przyśpieszonych wyborów parlamentarnych, zblokowanych z wyborami do Parlamentu UE?

Jest wiele przesłanek przemawiających za takim wariantem; od tego, że można szermować argumentem, że to oszczędniej robić podwójne wybory w jednym terminie (bo to prawda), po prostą kalkulację, że wtedy maleje szansa na sromotną przegraną PiS, powodowaną niską frekwencją w wyborach do UE i wysoką mobilizacją miejskiego, „niepisowskiego” elektoratu (to też prawda). Argument, że Jarosław Kaczyński już raz się sparzył na przyśpieszonym terminie wyborów i ma uraz – jest niepoważny. Urazy, psychologiczne traumy przegrają z chłodną, polityczną kalkulacją.

Tak więc nie wiemy, kiedy będą wybory w 2019 roku. Ale wszyscy są przekonani, że wybory będą.

Ja nie jestem tego pewien.

Jak będzie taka potrzeba, to wybory zostaną przełożone. Na inny czas, bardziej sprzyjający obozowi rządzącemu. To da się zrobić. Ten parlament i ten prezydent to potrafią, a Unia pokrzyczy, pokrzyczy i co? Wojska przyśle?

Najwyżej nas wykluczy, co będzie spełnieniem marzeń Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza, że Polska niebawem zacznie być płatnikiem, a nie beneficjentem unijnych funduszy.

I na koniec jeszcze bardziej pesymistyczne bajania.

Czy PiS odda władzę? Po wyborach nie odda. Wybory – wygrane, przegrane, zmanipulowane, oszukane, jakie tam jeszcze chcecie – to nie jest żadna cezura dla tej władzy. Dla tych wszystkich, którzy już się urządzili, będąc członkami partii rządzącej – lub tych, którzy dobrze żyją dzięki tej partii. Opublikowane zostały ostatnio dane, obrazujące wzrost PiS – liczba członków partii wzrosła od marca 2018 do grudnia 2018 o 4168 osób. Stan na 12 grudnia 2018 – 37 tysięcy 409 członków. Nie sama liczba jest tu ważna, ale trend.

No to jak nie po wyborach, to kiedy?

Długo już żyję i pamięć mam słonia. Mieszkając w Gdańsku, pracując w stoczni, której już nie ma, bo upadła w 1996 roku, pamiętam, kiedy i jak upadały ekipy rządzące Polską: w 1956, w 1970, w 1980/81 i 1989 roku. Były to zawsze masowe rozruchy i demonstracje; czasem tragiczne jak w 1970 czy 81/82 roku. Czy ta ekipa jest inna od tamtych, które gniew ludzi zmiótł na śmietnik historii?

To dobre pytanie – może warto się zastanowić nad odpowiedzią.

avatar


Zbigniew Szczypiński

Socjolog, polityk

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni. Poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email