Szczęśliwego, normalnego Roku!

Jeszcze nie zwiędła sztuczna choinka i jeszcze nie zdążyłem odejść od wigilijnego stołu, a już przyszło mi świętować Nowy Rok.

Czułem się, jakby zaatakował mnie bakcyl życzliwości. Popadłem więc we wzniosły nastrój i znów usłyszałem upiorny „tupot białych mew”.

Nabuzowany szampitrem, odczuwałem coś w rodzaju tkliwości, a nawet – siostrzanego braterstwa, bo oto nagle ogłoszono triumfalny powrót zdrowego rozsądku i obwieszczono zakończenie wojny na złe przepisy ulepszone gorszymi ustawami.

Usłyszałem pyszałkowatą melodyjkę noworocznego orędzia właściwego przywódcy i już po chwili udzielił mi się ten perlisty nastrój. Wzruszonym okiem wyobraźni widziałem, jak smutnymi szeregami kroczą do piekła demagogiczne hasła, a nasi uzdrowiciele przechodzą do wypaczonej Historii. Więc po moim sercu rozlewał się miód i stepowały we mnie rozmaite omamy, bo złowiłem osobistym uchem:

„…moi ukochani zwolennicy, a także wy, paskudy!

Skończyło się nam zacofanie i od dzisiaj mamy gwałtowny postęp we wszystkim, co szwankowało za Tuska. Odtąd wszelkie legendy o powrocie do jego czasów nie mają sensu.

Oświadczam, że równo z wybiciem północy znoszę wszelkie wywrotowe poglądy i z dniem dzisiejszym obowiązuje was bezwarunkowe przekonanie, że jest po Bożemu. Toteż publiczne posiadanie własnego zdania będzie karane ekskomuniką.

Zakazuję i surowo zabraniam wyciągania nieuzgodnionych wniosków, główkowania na własną rękę oraz rozpowszechniania wszelkich poglądów sprzecznych z przykazaniami.

Priorytetem mojego rządzenia będzie dalsze owocne wykańczanie kraju, dalsza izolacja i upadek znaczenia Polski w świecie, jak też ustawiczne wprowadzanie atmosfery wzajemnej nieufności oraz decyzyjnego chaosu. Również nie obejdzie się bez ciągłego i prężnego skłócania plemion zamieszkujących nasz kraj.

Zasypywanie narodowych przepaści odbędzie się pod hasłem powszechnego afektu do unijnej kasy; oczywiście, nadal jesteśmy za jej dojeniem, ale równocześnie wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec naszej obecności w UE.

Jednym słowem zmierzamy do przywrócenia PRL. Ale do odtworzenia nie wprost, jeno zamaskowanego; pod pozorem dokonywania postępu, cofniemy kółeczko historii i wmówimy swoim przeciwnikom, co zechcemy.

Postawimy też na zauważalne zmniejszenie liczby urzędów polegające na zwielokrotnieniu ich pogłowia.

W tym celu dokonamy tego poprzez obsadzanie rządowych i administracyjnych stanowisk ludźmi wyznającymi nasze przekonania.

Zatrudnimy więc specjalistów od rozkładania rąk.

Co się tyczy policji, to zamiast wielu komisariatów narażonych na nieuzasadnione wciry, burdy i pikiety, wzniesiemy jedną, za to solidną cytadelę z tektury.

Zatrudnieni w niej ryzykanci będą strzec państwowych obiektów, a także — patrolować gościńce w specjalnych przyodziewkach.

Każdy stójkowy otrzyma zamiast podwyżki wyposażenie w postaci czapki — niewidki i w ten sposób wszędy będzie naraz, bo kto udowodni, że nie ma go nigdzie?

Elektrycznych kłonic i gumowych bandoletów też nie musi mieć, bo i tak nikt nie sprawdzi, przez co uniknie się zbędnych wydatków, a forsa trafi do budżetowej dziurki.

Całkowicie zakażemy handlu w dni nabożne. Kupczenia artykułami do sprośnego użytku. Będziemy liderami w zamartwianiu się poziomem zdrowotności naszych obywateli. Z odległych krain przybędą do nas pielgrzymki znachorów pragnących zapoznać się z terapiami naszych ojców i matek.

Położnictwo położymy zgodnie z nazwą, a w sakramenckich sprawach aborcyjnych walnie powiększymy wachlarz kalendarzykowych ofert. By jednak zamknąć pysk oponentom i żeby nie szczekali po zagranicach, że napadamy na swobody obywatelskie, pozwoliliśmy na dynamiczny obrót dewocjonaliami podczas świąt.

Dlatego nie przestaniemy mówić o zachwycających osiągnięciach rządu. W tym celu pójdziemy ciut dalej i stwierdzimy, że posiadamy całe mnóstwo palemek pierwszeństwa.

Zatem nic dziwnego, że wiele krajów pyta, jak żeśmy tego dokonali. Odpowiadam wtedy, że głupich nie sieją, tylko sami się rodzą i że jak Pan Bóg chce kogoś pokarać, to mu rozum odbiera. Czego dowodem jest fakt, że nasza zacna Europa kocha nas bez względu na to, jak jej nienawidzimy.

*

„To by było na tyle”, mówiąc za klasykiem.

Dostrzegam, jak moi bliźni od fetowania zamieniają się w owce i wedle instrukcji dyrygenta, zgodnym chórem beczą wykwintne aplauzy. Toteż dochodzę do bezalkoholowego wniosku, iż nie powinienem kutwić sobie na rojeniach i zaprotestować póki czas.

Zająć stanowisko zdecydowane, takie, co byłoby zrozumiałe dla zwolenników plugastwa. Pokazujące obecny stan ich zaściankowego sumienia w sposób niewątpliwy. To jest w sposób ponadpodziałowy: wykluczający wszelki interpretacyjny skok w bok.

Lecz powoli zaczyna we mnie przeważać zwątpienie. Czarnowidztwo jakby. Przekonanie, że czego bym nie rzekł, o czym bym nie gardłował, jakimi argumenty bym się nie podpierał, to w odczuciu hałastry dzisiejszej władzy i tak zostanę lewackim sprzedawczykiem: pomału zaczynam wierzyć, że tłumaczenie tumanom, na czym polega wolność i demokracja to strata czasu i odkrywcze dowodzenie, że Ziemia jest okrągła.

Print Friendly, PDF & Email