Telewizja pokazała (485)

Swego czasu podrzuciłem pomysł „Koalicji Europa” kilku politykom z różnych partii. Przypomnę ideę: Każda partia występuje w koalicji samodzielnie, nie traci więc swoich poglądów ani wyborców, a głosy wyborców idą na konto całej koalicji, co w systemie d’Hondta daje im ogromną przewagę nad PiS.

Nie odpisał mi żaden polityk. Widać taki mamy klimat. Ale z ostatnich wypowiedzi Petru wynika, że jednak coś dotarło, albo może ktoś doszedł do podobnych co ja konkluzji.

Teraz pani Lubnauer (której ten pomysł też kiedyś przesłałem) powiedziała:

[Mowa] O koalicji, która powinna być różnokolorowa, oparta o autonomiczne podmioty, taka, w której odnajdzie się każda prodemokratyczna partia i każdy wyborca.

Stare partie łatwiej atakować niż szeroką koalicję. Zbudowaliśmy z Grzegorzem Koalicję Obywatelską i ona się w wyborach samorządowych sprawdziła. Teraz czuję, że czas na nową, wielką Koalicję Europejską. Mam nadzieję, że wszyscy będą w tym dziele odpowiedzialni.

Obawiam się jednak, że partie opozycyjne wciąż nie czują mięty nawet do tak prostych ruchów i dyskusja nad podziałem mandatów po wyborach może opóźnić i zniweczyć całe przedsięwzięcie.

Przypomina się stara anegdota z czasów „komuny”: Co by było, gdyby nagle otworzono granice i każdy, kto chce, mógł wyjechać? Wszyscy by wyjechali, tylko przed siedzibą Komitetu Centralnego PZPR zostałaby grupa wahających się towarzyszy, którzy dyskutowaliby nad tą sytuacją.

PiS-owi kończą się pieniądze, a nie chce wprowadzać drastycznych podwyżek przed wyborami. Może więc przyspieszyć wybory, a zanim partie opozycyjne się dogadają w sprawie koalicji, będzie po wyborach.

* * *

Nie ma dnia, żeby nie pokazano wypadku – pijany kierowca wjechał w przystanek, albo potrącił pieszych na drodze, zabił, okaleczył. Do tego często nie miał uprawnień do prowadzenia samochodu. Właśnie ogłoszono wyrok dla kierowcy, który na oświetlonym przejściu dla pieszych potrącił i zabił dwie dziewczynki i ranił młodego mężczyznę. Dostał rok w zawieszeniu na trzy lata. Pokazano młodzieńca, który po pijaku rozbił samochód (na szczęście nikt nie zginął), a dzień wcześniej zatrzymano go i stwierdzono, że nie ma prawa jazdy. Następny – wypił z dwoma kolegami dwa litry bimbru i cztery piwa, wsiadł do samochodu, zabił na drodze dziewczynkę, drugą zranił. Łapie się prowadzących samochody po pijaku księży, policjantów, urzędników państwowych i samorządowych, jeżdżą też z niedopuszczalną prędkością po terenie zabudowanym.

To oczywiście muszą być ateiści albo skaptowani przez islamskich terrorystów, bo Polak katolik nigdy by tak nie postąpił.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Polacy 2.jpg

Człowiek, który zabił jedną dziewczynkę, a drugą (swoją córkę) zranił, jeździ od dawna po pijaku, bez prawa jazdy, i cała wieś o tym wie. Ale nikt tam chyba nie ma wyrzutów sumienia, że wcześniej tych faktów nie zgłosił na policję. Insz Allah…

* * *

W liberalnych mediach często wyrażane jest oburzenie na wypowiedzi ciasnych głów, ich kłamstwa, nienawistne słowa wobec ludzi inaczej myślących, czy wierzących. Ostatnie faszystowskie wypowiedzi byłego księdza Międlara, Rydzyka, który Unię Europejską przyrównał do Związku Radzieckiego, a matce, której dziecko czytało o przygodach Harry Pottera, mówił, że lepiej, gdyby czytało „Mein Kampf” – są zaledwie odnotowywane jako ciekawostki tak jak niezliczone chamstwa polityków PiS.

Wymiar sprawiedliwości jest w takich sprawach niemrawy. A to prokurator uznał swastykę za hinduski znak szczęścia. A to Liga Polskich Rodzin broniła swoich heilujących członków, tłumacząc, że nie były to gesty hitlerowskie, ale po prostu zamawiali pięć piw. Najgorsze kłamstwa i oszczerstwa wypowiadane przez polityków nie są karane, bo to jest „walka polityczna”, a kiedy ktoś powiedział pod czyimś adresem, że „czas aby Adolf dokończył swoją robotę” to pani prokurator umorzyła sprawę, bo nie określono dokładnie ani jaki Adolf ani jaka robota.

Oczywiście to wszystko jest oburzające. Ale zawsze jest ta druga strona medalu, zwana suwerenem. Suweren w dużej mierze akceptuje te draństwa, nie potępia przestępców, popiera wiele z tych obrzydliwych postaci. Rydzyk ma ogromne poparcie u słuchaczy „Radia Maryja”, ale też w episkopacie i u kleru i oczywiście u polityków. Nikt się od niego nie odciął, nikt nie potępił jego wypowiedzi. A tysiące nienawistnych komentarzy w internecie dotyczących ludzi innej wiary, wyglądu, poglądów? To nie są czasy rozkwitu Inkwizycji, ale gdyby tacy ludzie nie obawiali się prawa to kto wie, do czego by namówili zwolenników.

W Ameryce nie zwalcza się ideologii. Wydawane są tam od lat różne faszystowskie pisma, działa do dziś Ku Klux Klan, ale liczy tylko około 10 tys. osób. To margines, mimo swobody wypowiedzi. Z pewnością u nas to nie byłby margines. Nie ma u nas wprawdzie Murzynów, ale czy narodowcy nie głoszą podobnych co Ku Klux Klan haseł? A partie prawicowe zdobywają poparcie, apelując do niedobrych instynktów wyborców.

Mieliśmy szczęście, że Unia nie wprowadziła ankiet dla wstępujących w jej szeregi, od których uzależniłaby przyjęcie do swego grona.

A wyborcy gładko łykają nawet największe głupstwa głoszone przez swoich idoli.

Antoni Macierewicz, nasz Trofim Łysenko, wprawdzie nie wynalazł nowych odmian roślin jak jego radziecki wzorzec, ale stale nas zaskakuje swoimi śmiałymi ideami oraz podobną jak Trofim pomysłowością. Nie udało mu się zniszczyć do końca armii, choć bardzo się starał. Kiedyś opublikował dane polskich agentów wywiadu – nikt na świecie tak nie postąpił wobec swoich agentów. Dwa lata temu urządził też promocję absolwentów — agentów kontrwywiadu, w Łazienkach, bardzo chwaloną przez licznych attaché wojskowych różnych krajów, którzy przybyli z aparatami fotograficznymi. Jego kolejne teorie „zamachu smoleńskiego”, choć się wzajemnie wykluczały, przyjmowane są wciąż przez czwartą część Polaków. A jak miło było słuchać obietnic wspaniałych zakupów broni. A piękna opowieść o tym, jak to Francja poprzez Egipt sprzedała Rosji dwa wojenne okręty za dwa euro? A pomysł z budową łodzi podwodnej wyposażonej w samoloty? A budowa pociągu pancernego? A wykłady dla generałów prowadzone przez pana Misiewicza – pomocnika w aptece?

Wyrzucony z wojska „szalony Antek” przycichł, ale teraz znowu dał znać o sobie. Wrócił do swoich ulubionych oskarżeń, jakimi kilka lat temu zarzucał prokuraturę. Teraz oskarżył Donalda Tuska o „zdradę dyplomatyczną”, jako że po katastrofie smoleńskiej „oddał całe śledztwo Rosjanom”.

Nie chcą pozostać w tyle także inni politycy PiS-u. Pan Czaputowicz, minister spraw zagranicznych, stwierdził niedawno, że brexit to klęska Tuska.

Te szalone oskarżenia wzbudzają u rozsądnych ludzi sprzeciw, który może przyjąć karykaturalne formy. Ataki na przeciwników PiS powodują, że stając w ich obronie wynosi się ich zalety ponad miarę i zapomina o wadach. Pan Wałęsa byłby sobie dalej zasłużonym emerytem, jeżdżącym z wykładami po świecie, ale został zaatakowany przez Kaczyńskich i PiS. Opozycja zrobiła więc z niego autorytet, miał być nawet jednym z „Mędrców Europy”, a jego zerowa popularność wzrosła. I każdą, nawet banalną czy głupią wypowiedź, cytuje się z estymą. Innym opozycjonistom (tj. zaatakowanym przez PiS) zapomina się ich dawne grzechy.

W tej sytuacji nie wiem, czy cieszyć się czy martwić że mam wciąż niezłą pamięć.

* * *

Katolicyzm dokonał dużych i mniejszych zmian w Biblii i w nauce Jezusa. Skorygowano już na początku dekalog, zmieniając ostatnie przykazanie, które mówi o tym, żeby nie robić żadnych wizerunków i nie oddawać im czci. Po prostu podzielono poprzednie przykazanie na dwa, a to przykazanie usunięto. W końcu Pan Bóg powinien zrozumieć często powtarzane u nas przy różnych okazjach tłumaczenie: — A komu to przeszkadza?

Jezus mówił wprawdzie, że nie należy się mścić, należy odpłacać dobrem za zło, nadstawiać drugi policzek itd., ale przecież w ten sposób nie można bronić Boga, co rozumie każdy katolik. A Bóg, choć tego nie ma w Biblii, potrzebuje obrony.

Zakończył się proces, w którym posłanka PO Agnieszka Pomaska pozwała byłą już gdańską radną PiS za jej wpis pod swoim adresem na jednym z portali społecznościowych. Brzmiał on następująco: „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”.

Było to zaledwie dwa lata temu, a już w marcu br. sąd uznał, że ówczesna gdańska radna PiS znieważyła posłankę PO, umieszczając wpis w Internecie i skazał ją na tysiąc złotych grzywny. Sąd powiedział m.in.:

Przedmiotowym wpisem Anna Kołakowska chciała poniżyć Agnieszkę Pomaskę i wyrazić pogardę wobec niej, czyli ją znieważyć. Zachowanie oskarżonej stanowiło w ocenie sądu złośliwy atak osobisty. W demokratycznym państwie prawa mowa nienawiści nie może zastępować rzeczowej krytyki. Wolność wyrażania swoich poglądów nie oznacza wolności znieważania.

Kołakowska odwołała się i przegrała. Po usłyszeniu wyroku zapowiedziała, że mimo nakazu sądu — nie przeprosi. — Niech przyjdzie do mnie komornik.

Może to nie po chrześcijańsku, ale bardzo po polsku.

* * *

Inny odpowiednik Trofima Łysenki, wicepremier Jarosław Gowin, wciąż raczy nas swymi pomysłami. Lubi on ruch i już się odznaczył jako minister sprawiedliwości w rządach PO, kiedy zlikwidował małe sądy i przekształcił je w oddziały zamiejscowe większych jednostek. Teraz, w rządzie PiS, wpadł na pomysł, aby przenieść centralne instytucje z Warszawy do innych miast.

Nie sprowadzajmy wszystkich instytucji do Warszawy. Ważny jest rozwój innych miast. Pokażę w styczniu, które instytucje z powodzeniem można przenieść do Chełma, Jeleniej Góry, Kielc. Dla tych miast nie tylko będzie to źródłem prestiżu, ale też powstrzyma exodus młodego pokolenia, młodych elit. To wielka szansa dla dużych i średnich miast.

Idea ogólnie ma pewne zalety, ale pewnie zostanie zrealizowana tak jak poprzednie pomysły Gowina.

Zapewne młode elity (pisowskie) znajdą zatrudnienie w tych przeniesionych instytucjach i nie wyjadą z miast. Na pewno przyczyni się to do rozwoju tych miast i warte jest wszystkich kosztów przeniesienia. A starzy pracownicy zostaną zwolnieni i poszukają sobie nowej pracy w Warszawie. Poza tym zwiększy się ruch, nie tylko dlatego, że ktoś w swojej sprawie zamiast do Warszawy pojedzie do Kielc. Jeśli ktoś ma sprawę w kilku instytucjach, to sobie pojeździ po kraju. A wizyty w Warszawie pracowników przeniesionych instytucji na pewno poprawią wykorzystanie środków komunikacji. Poza tym niektóre sprawy znajdują się w gestii kilku instytucji. Teraz wystarczy zwołać spotkanie w jakimś lokalu w Warszawie, a po „reformie” trudniej będzie znaleźć termin odpowiadający wszystkim zainteresowanym stronom.

* * *

Używa się u nas często pojęcia „wartości chrześcijańskie”, ale każdy rozumie przez to coś innego. Wydawałoby się, że wartości te określają słowa Jezusa w Ewangeliach – jak podchodzić do tych, co wyrządzają nam krzywdę, jak traktować bliźnich itd. A że nasi biskupi i księża często karcą Europę, która ich zdaniem nie przestrzega tych wartości i wręcz wymaga ewangelizacji, postanowiłem sięgnąć do źródeł. Wikipedia milczy na ten temat, ale na stronie

https://szkolnictwo.pl/index.php?id=PU7727znalazłem obszerne wyjaśnienia. Istotny jest fragment (tekst wyjaśnień: Alina Słupczyńska, Literatura: M. Rusecki, Problemy współczesnego Kościoła, Lublin KUL 1997 s. 511-518):

Specyfika wartości chrześcijańskich: cechą najbardziej specyficzną jest to, że składają się z dwóch podstawowych elementów: boskiego i ludzkiego, nadprzyrodzonego i naturalnego, ponadhistorycznego i historycznego. Element boski w chrześcijaństwie to rzeczywistość objawienia i zbawienia w Chrystusie oraz wszystkie w Nim wartości, które zostały przez Niego nam ujawnione i dane. On nam objawił, kim jest człowiek, jego wielkość i godność. Autentyczne wartości ludzkie mogą być uwiecznione w Bogu. Objawił też cel i sens egzystencji ludzkiej, świata i historii, wskazał na niezawodną hierarchię wartości. Sfera wartości nadprzyrodzonych objawionych, zrealizowanych w Chrystusie jest zawsze obecna w Kościele Chrystusowym. Element ludzki to konkretne osoby i społeczność wierzących, w których wartości nadprzyrodzone zostały wcielone w ich życie. Patrząc na chrześcijaństwo od strony realizacji wartości nadprzyrodzonych w życiu chrześcijan, obraz tej religii, a więc i wartości może być różnie widziany a niekiedy ich życie jest jakby ich zaprzeczeniem. Jednak nie obejmuje dużej części struktury Kościoła, gdyż jest w nim wielu szlachetnych i wybitnych ludzi, którzy współpracując z Bogiem osiągnęli najwyższy stopień człowieczeństwa.
Wartości chrześcijańskie to głównie wartości religijno-moralne, związane z osobą ludzką i wspólnotą kościelną, to wartości osobowe i wspólnotwórcze. Przyczyniają się do przemiany bytu osobowego, ale także i świata, powstawania kultury duchowej i środowiska Bożego.

Wadą wielu religii wydaje się to, że ustanowiono pośredników między człowiekiem i Bogiem. Nie wiedziałem, że słowa z Ewangelii można tak wyjaśniać (jeśli w ogóle wymagają wyjaśnienia). Przyznam, że nie chwytam, gdzie konkretnie katolicy z krajów Europy oddalili się od słów Jezusa. Może ktoś zechciałby wytłumaczyć, o co chodzi w powyższych wyjaśnieniach, bo wyraźnie nie jest to język potoczny? I pomyśleć, że ludzie słuchają takich mów w kościele i znajdują w nich coś dla siebie. Może to świadomość, że to są tak złożone sprawy, że ludzkim rozumem nie da się ich objąć, ale kapłani jakoś je obejmują?

Jest jeszcze jeden czynnik, który wypromowano w katolicyzmie i podniesiono do rangi wartości chrześcijańskiej – jest to cierpienie. Jezus nikogo nie namawiał, aby cierpiał, ale wysunięcie na pierwszy plan jego śmierci na krzyżu, jako odkupienia za grzech Adama i Ewy, nadało cierpieniu wartość. Zachęca się katolików, aby nieszczęścia, jakie ich często spotykają, ofiarowali Bogu jako naśladownictwo Jezusa. Przybiera to czasem zdeformowaną postać, a nawet przejawia się jako bezduszność. Pominę tu wypowiedzi biskupów bagatelizujące pedofilię czy inne przestępstwa księży i zakonników oraz zakonnic.

Miałem kiedyś kontakt z zakonnicami z pewnego klasztoru. Jedna z nich, lecząca gruźlicę, pracowała przy kserowaniu i drukowaniu. Zwróciłem uwagę na szkodliwość tego rodzaju pracy w jej przypadku. Okazało się, że nigdy nie była w sanatorium, choć lekarze zalecali, a ona chciała. Zapytałem dlaczego. Otóż siostra przełożona nie wyraziła zgody i poleciła jej, aby swoje cierpienia ofiarowała Chrystusowi. Nie wyraziła też zgody na zmianę pracy.

To jeden z wielu przykładów tego wypaczonego pojmowania religii. Spotkałem wielu katolików, którzy słyszą podobne rady od księży w przypadku swoich chorób czy nieszczęść, a i sami przyjęli już taką postawę. No i czemu się potem dziwić, że minister energetyki wszelkie działania nad poprawą stanu energetyki w Polsce zawierzył Matce Boskiej.

Kościół modlitwa

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
Oznaczone jako