Lustro

ECHA WYDARZEŃ: Sport w lustrze wspomnień i refleksji. Naskładało się dobrych przykładów, naskładało! Że nie tylko medal, rekord i kasa, ale także wielka scena z wielkim spektaklem.

Red. Mirek Żukowski wyróżniony nagrodą im. B. Tomaszewskiego.

Słusznie, bo: a) Mój faworyt; b) dziennikarz świetny – wiedza, temperament, do tego język wykwintny, jak podkreślił jeden z recenzentów; c) człowiek uśmiechnięty, sympatyczny… W ogóle – jak należy. Znakomita wizytówka zawodu, „starodawny” w staranności publicystycznej, nowoczesny w metodzie przekazu…

Red. Stefan Szczepłek, z tejże „Rzepy” spłodził i wydał książkę. O „szkole falenickiej”, Jeszcze nie czytałem (czekam aż biblioteka sprowadzi), ale wiem, że jest rewelacyjna. Tak ją zrecenzował kolega Marek (o pseudonimie „Gargamel”), a on nie jest skory do pochwał na wynos, woli mówić dobrze o sobie, więc… o czym tu dyskutować.

Kiedyś był przodownik pracy, chyba Wiktor Saja, który popularyzował zawołanie: „Ja nie wypuszczę braku”… Panowie z „Rzepy” nie zapewniają, ale jakość twórczości gwarantują. Gratuluję i wyrażam wdzięczność. Drugie – za obronę dziennikarstwa sportowego przed psieniem…

W chwaleniu – kroki kolejne. Raduje oko to, że tylu ludzi sportu jednak daje publiczne dowody pamięci i „dzieli się sobą”. Listy nie wyczerpię, ale przykładami służę.

Jadwiga Ślawska-Szalewicz dała nam książkę o sobie i badmintonie, także w ogóle o sporcie, który wciąż przeżywa.

Pamiętnik mądry, uroczy, świetny jako obraz czasów. Wiem – bo czytałem; wiem – bo uczestniczyłem w autorskim spotkaniu z Czytelnikami – rówieśnikami. Jakże pięknie spotykali się z autorką w świecie swojej młodości i wspomnień… Wyobrażam sobie, jak dziś Jadzia – honorowy prezes opisanego w książce związku martwi się atakiem dobrej zmiany na to, co współtworzyła,

Andrzej Pstrokoński, kiedyś koszykarz wyborny dał się przekonać reżyserowi Jerzemu Antczakowi i mnie do zebrania w książkę wspomnień. Obaj z Panem Jerzym zostaliśmy uwiecznieni na okładce jako współwinowajcy.

Sport we wszelkich przekrojach, pamięć słonia o szczegółach dni przeżytych. Jako „dziecko wojny”, jako pośredni świadek zamachu na Kutscherę – bo mieszkał bliziutko, jako dzieciak w Powstaniu i tak dalej… No i ta, jakże jędrnie opisana przygoda ze sportem, Która – w odróżnieniu od zamkniętej książki – trwa po dziś. Między innymi w Internecie. Wciąż jędrnie, jak np. niedawno opis zawarcia znajomości oficera-koszykarza z arcybiskupem… Na żądanie – połówka przed początkiem oficjałki…

Jakże cenię – właśnie za otwartość i szczerość internetową stronę Justyny Kowalczyk. Humor, opis, refleksja, odwaga – bo i „alkowa” staje się wiedzą publiczną.

Jest wywiad – rzeka z Andrzejem Strejlauem. Tym, który o piłce wie wszystko, i pewnie jeszcze trochę…

Świetny kiedyś wypadł jakże barwny automobilista Andrzej Jaroszewicz… ON, a może jeszcze piękniej wypadła Pani stawiająca pytania. Dociekliwe, wymuszające odpowiedź.

Sportowa młódź też coraz chętniej wpisuje się w internetowe lustro. Czytam, że młociarz Paweł Fajdek reklamuje swoją książkę wspomnieniową (a kariera przecież wciąż się rozwija) panna Zosia – Sofia Ennaoui (ur. 30 sierpnia 1995!), prosto i wdzięcznie opisuje swój każdy sportowy tydzień. Eksbiegacz Paweł Czapiewski chętnie i zadziornie recenzuje wydarzenia i czasem fajnie wdaje się w polemikę…

Jeszcze jeden kroczek. Jedni przyozdabiają lustro wspomnień słowami, inni – obrazem. Np. Elek Grabowski, dawna legenda kolarstwa, mikry ciałem, jakże wielki duchem oraz urokiem osobistym! Sieć przypomniała, że z zawodu był też fotografem. Codziennie, na Facebooku fotki z kolarstwa tamtych lat; dzięki Elkowi historia żyje. A sławny Geniek Warmiński, fotoreporter – łodzianin z urodzenia, warszawiak z wiechowskiego języka i ukochania Stolicy, mogiła gdzieś w Australii. A „w lustrze” – setki, może tysiące zdjęć z sportu w najlepszym wykonaniu. Wspaniałe, że ktoś gdzieś dogrzebał się do archiwum niebywałego bogactwa… Dzięki temu – Genek wciąż żyje, a pomnik, który sportowi postawi; jeszcze się w pamięci utrwala…

Zacząłem od sławienia kolegów po zawodzie, na finiszu do profesji wrócę. Ale już z postulatami. By tendencja publicznego lustra okazała się jeszcze bardziej zaraźliwa.

Mam nazwiska – propozycje. Włodzimierz Szaranowicz. Dariusz Szpakowski Krzysztof Miklas… Tyle lat na sportowym topie – toż opowieści same powinny pchać się na klawiaturę. Wiem, że „telewizor” od zawsze oporni przed piórem, ale może wreszcie…Andrzej Person, Henryk Urbaś – luksus oglądania igrzysk olimpijskich z pozycji attaché – mieszkasz razem z reprezentacją, kuchnia i restauracja – te same, więc „materiału” nie trzeba gonić, co zostaje akredytowanym szaraczkom…

Da się – Panowie (wymienieni – jako przykłady tezy, i im podobni) coś zrobić, pójść tym śladem?

avatar

Autor
Andrzej Lewandowski

Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”


Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email