Za każdego zabitego Niemca …

Sięgnąłem po bardzo mocną analogię. Ale czasy są takie, że słabe analogie są słabe.

Zainspirował mnie krążący w socjal mediach mem, na którym nasz kieszonkowy szeryf o pełnych usteczkach ogłasza, że „za każdego zaaresztowanego naszego, aresztujemy 7 waszych”

To komentarz do odwetu pisowskiego w postaci aresztowania byłych szefów KNF, w tym Wojciecha Kwaśniaka. Tym ruchem PiS usiłował rozmydlić odpowiedzialność najwyższych funkcjonariuszy swojego ugrupowania. A przecież cała afera niezależnie od nerwowych ruchów Ziobry nadal wiruje wokół Skoków będących finansowym zapleczem PiS. Skoków, w których afery wybuchły, które były kryte i nadal grożą dzięki ścisłemu powiązaniu z PiS właśnie. Tego się nie da zaaresztować, nawet jeśli wyśle się wszystkich posłusznych nowej władzy prokuratorów. Tak jak aresztowanie ministrantów nie położy kresu aferom pedofilskim w kościele.

Nasz reżim nie jest klasycznym reżimem. To raczej wersja kieszonkowa, na miarę safandułowatego dyktatora. Reżim oparty na jednowładztwie schorowanego frustrata, któremu w obawie przed pogorszeniem stanu zdrowia lub gniewem nie dostarcza się kompletnych informacji o otaczającym świecie. W tym błędnym kole dyktator podejmuje decyzje utrzymywany w przekonaniu o umiłowaniu przez lud i szacunku świata. To recepta na katastrofę, która nadciąga i której nadejście dostrzegają już nie tylko optymiści, ale również sceptycy i cała armia piszczyków pisowskich.

Upadek PiS nie nastąpi bezboleśnie któregoś ranka. Każdy reżim – i ten groźny i taki na miarę możliwości intelektualnych funkcjonariuszy PiS — najgroźniejszy jest wtedy, gdy zaczyna się chwiać.

Funkcjonariusze bojąc się o swoje głowy i pozycje podejmują irracjonalne nerwowe, nieracjonalne ruchy dla utrzymania status quo. Nadgorliwi idioci sięgają wtedy po przemoc, brutalną siłę, sięgają po aparat przemocy w celu dławienia słowa, uciszania dziennikarzy. Nie zawahają się też przed prowokacją. Nie ma środków, których nie uświęcałby cel, jakim jest Narodowa Rewolucja.

Oczywiście jest szansa, że to moment zaostrzenia walki klasowej, w którym głównymi ofiarami staną się towarzysze broni, przedstawiciele innej frakcji, kontrkandydaci do schedy. Istnieje szansa, że rzucą się sobie do gardeł pozwalając nam kupić popcorn i colę i oglądać spektakl z boku. Ale ta szansa jest niewielka.

PiS, widząc spadek sondaży, może zdecydować się na przyspieszone wybory. Przeciwko temu rozwiązaniu ważyć będzie poprzednia nieudana próba przyspieszonych wyborów, co to odebrała władze dobrej zmianie, która wtedy była jeszcze IV Rzeczpospolitą. Tym bardziej, że świeżo w pamięci będzie miał Kaczyński przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii, które zamiast wzmocnić mandat Premier May zapędziły ją w narożnik, w którym tkwi do dziś.

Znacznie łatwiej byłoby nie dopuścić do wyborów parlamentarnych. Do tego wystarczy posłuszny aparat represji i dyspozycyjna prokuratura. Oba te warunki wcale nie są zapewnione, ale nie wiadomo czy Kaczyński o tym wie. Można wtedy podpalić jakiś Reichstag i wprowadzić stan wyjątkowy…

To teoretycznie dawałoby czas na dokończenie pacyfikacji sądów i mediów wzorem Orbana. Teoretycznie, bo praktycznie PiS w obu rewolucjach jest w odwrocie. Ale nie wiadomo czy Kaczyński o tym wie.

Tak czy inaczej – zanim upadną, sięgną po każdy bagnet w obronie dobrej zmiany. Ale, jak mawialiśmy w poprzednim Stanie Wojennym „bagnetem da się wygrać, ale nie da się na nim siedzieć za długo”, to Kaczyński powinien wiedzieć. Od południa 13 grudnia jednak już nie spał.

Jacek Parol

Print Friendly, PDF & Email